Awatar Pawel67

Dowcip

Pawel67 224

Przed domem siedzą sobie dziadki palą fajki, i wspominają jak to było przed wojną.Obserwują kury ,które chodzą przed domem i grzebią w ziemi.Nagle przychodzi kogut i wyskakuje na jedną z nich i bierze się do roboty. W tym momencie wychodzi gospodyni i wysypuje ziarno ,kogut zeskakuje do jedzenia a dziadek do dziadka mówi,"nie daj Boże taki głód".
Jak macie coś fajnego- to piszcie .



http://eniek.wrzuta.pl/audio/4evjEjK4ynt/trzeci_oddech_kaczuchy_-_kombajnista

Odpowiedzi 224

Awatar orwo
orwo

zajebiste

Awatar fiakier
fiakier

Pet napisał(a):


Gdzie i za ile? Biorę.

Awatar marcin_pl
marcin_pl

- Wszyscy stać i nie ruszać się!
- To napad?
- Nie. Fotografia grupowa!



"Sprawiedliwość i prawda! - rzekłem do rodaka
I był pierwszym, co spytał - Dobrze, ale jaka?!" KD.
Awatar czarnobialykwadrat
czarnobialykwadrat

Zasadniczo brzydkie, ale mnie po prostu do łez rozśmieszyło

W życiu każdego Prawdziwego Samca pojawia się moment, gdy organizm jego wyraźnie sygnalizuje, że nadszedł oto koniec ziemskiego żywota i pora definitywnie kopnąć w kalendarz. Nie, nie chodzi o katar, nie chodzi o grypę, ani nawet o okrutną sraczusię, chodzi o temat, który sprawia, że każdy Samiec Alfa zadrży niczym liść na wietrze, potem się obleje, a i błysk przerażenia w oku się pojawi.
...bowiem bywa tak, że dupa nawali. Znaczy się zepsuje.

Jako głowa rodziny, udaje się człek po popołudniowej kawie w stronę Jaskini Dumania w celu wiadomym. Idzie ciesząc się z gazetki pod pachą,
gdyż nadchodzą momenty skupienia, ciszy, spokoju, błogie minuty spędzone w miejscu i okolicznościach pozbawionych wpływu Najwspanialszej-Z-Żon, poezja!

I skupia się człek po dwakroć, to nad artykułem ciekawym, to nad kupaniem się skupia, to łza wzruszenia stoczy się po policzku gdy tekst o
uratowanych szczeniaczkach przed oko trafi, to łza cierpienia zawita na licu gdy ostry kebab zjedzony poprzedniej nocy przypomni o sobie... I lecą tak minuty, kwadranse, aż nadchodzi koniec i należy ująć w dłoń swą papier jedwabisty by skorzystać z zalet faktu, że jest się cywilizowanym człowiekiem i pewne miejsca nie powinny przywodzić wonią na myśl stref, które sobie psy obwąchiwać zwykły.
I gdy tak w skupieniu okolice kupienia człek smaga pociągnięciem gładkim, nagle pojawia się ona. Zwiastunka chorób, cierpienia, a może i zgonu.
Krew!

Nie pozostaje w tym momencie Prawdziwemu Samcowi nic innego, jak przełknąć gorzką pigułkę świadomości o nadchodzącym końcu, udać się do Najwspanialszej-Z-Żon i z duszą na ramieniu wieść okrutną przekazać:
- Żono moja, obejmij mnie albowiem koniec mój się zbliża, dane nam będzie rozdzielonymi zostać przez trzy metry ziemi i płytę nagrobkową. Ja
krwawię.
- Zaciąłeś się?
- Nie.
- No to jak możesz krwawić?
- No normalnie.
- Znaczy się z czego?
- No z dupy.

...i gdy trzy dni później sytuacja lepszą się nie staje, gdy krew nadal leje się gęsto, a i pierdziawa jakby bardziej sfatygowaną się wydaje,
wtedy wiadomo już na sto procent. Należy udać się do lokalnego szamana celem przeglądu wylotu.

*****

Godzina szesnasta minut dziesięć. Zjawiam się w rejonowej przychodni celem uzyskania skierowania do lekarza, który pomimo, że pacjentów ma wielu, to nie z twarzy ich kojarzy. Poczekalnia prawie pusta, po lewej sympatyczny młodzieniec płuca wypluwa odkasłując siarczyście, po prawicy nieco starszy jegomość chwieje się gorączką umęczony. Pielęgniarki w rejestracji sączą leniwie herbatkę parującą ze szklanek
osadzonych w plastikowych koszyczkach, za drzwiami pokoju nr 10 słychać urywki rozmów przerywane seriami kichnięć.

Po korytarzu przechadza się niewiasta wbita w kitel. Pielęgniarka zapewne jakaś, stażystka może. Kopytkuje to sobie w chodakach niczym łania po leśnej polanie, zwracając na siebie uwagę licem powabnym, linią smukłą a i zadkiem który by można określić słowem jednym: Ruchable.
Odkasłujący po lewicy uśmiecha się w stronę niewiasty tajemniczej, starając się wypływającą z prawej dziurki nosa gilę dyskretnie wciągnąć,
ten od gorączki też jakby życia nieco odzyskał. Wzrok jego ostry i wyraźny jasno mówi: oj maleńka, żeby to ja miał na karku piętnaście lat mniej...

Siedzę i czekam myśląc: jeśli jestem tu od piętnastu minut i nie widziałem lekarza, to znaczy że nie przyszedł jeszcze do przychodni, a Kitlowa
Niewiasta kręci się wokół recepcji z nudów. To by oznaczało, że zanim mnie przyjmie lekarz którego nie ma, to nie zdążę na obiad, a później przez to....
...z zamysłu wyrwa mnie głos pielęgniarki z recepcji:

- proszę pani doktor, karty pacjentów na dziś.

Zaćmionym z przerażenia wzrokiem obserwuję, jak pielęgniarka wręcza Kitlowej Niewieście plik kart, w tym moją. Ona nie jest tu do pomocy. Ona jest lekarzem. I to ona będzie słuchać łzawej historii o moim...
...o k#rwa.

Sekundy dłużą się niczym minuty, minuty jak godziny. Patrzę nieprzytomnym wzrokiem na drzwi gabinetu. Wychodzi na to, że będę następny. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie takiego partnera do porywających rozmów o sraniu! W końcu z gabinetu wychodzi pacjent od gorączki. Przełykam nerwowo ślinę. Gdzieś z wnętrza otwartego pomieszczenia dobiega mnie ciche:
- następny proszę.
O ja pi#rdolę.

*****
Siedzimy sobie przy biurku. Ona i ja. Ona w kitlu, ja w stresie.
- w czym mogę panu pomóc? - pada z jej ponętnych ust.
Staram się ułożyć jakieś zdanie przewyższające poziomem stwierdzenie "krwawię z dupy". Nie wiem jak zacząć. Może jakąś poezją w stylu Oczy
Twoje lśnią niczym gwiazda nowa, a mi przy sraniu krew leci gdzieś z rowa.

Nie, to odpada. Wlepiam ślepia w plakat wiszący na ścianie przełykając ślinę. Wdech, wydech, wdech, wydech.
- zauważyłem kilka dni temu... (że leci mi krew z dupy jak sram i wyszły i na zewnątrz dziwne kulki)
...że chyba mam jakieś problemy z... (ze sraniem, całość wygląda jakbym nażarł się gwoździ)
...z wypróżnianiem, a dokładniej odnoszę wrażenie, że...(krew leje się jak z zarzynanej świni i nawet myślałem, że mi jakaś żyłka
w dupie pękła)
...że na papierze zostają krwawe ślady. Do tego bóle i pieczenie...(gorzej jak po ostrym kebabie u Izmira)
...do tego spory dyskomfort... (czuję się, jakbym walnął kreta w gacie)
...i ciągłe uczucie jakbym nie do końca... (się wysrał)
...się wypróżnił. No i z tego co widziałem i czytałem posiłkując się wujkiem Google, wychodzi mi że powinienem porozmawiać z proktologiem, a że potrzebne mi do niego skierowanie od lekarza rodzinnego, to jestem u Pani.

Ufffffffffff! udało się, powiedziałem to!

Odpowiedzi którą uzyskałem, nigdy bym się nie spodziewał.
- No to musimy to pooglądać.
Jak to ##### pooglądać. Co to, Nasza Klasa, że będziemy sobie oglądać wypięte dupy? Jakie ##### pooglądać? Nie wystarczyło, że poopowiadałem?!?! Kitlowa niewiasta sięga do szuflady wyciągając gumowe rękawiczki. Zwiewnym gestem ręki zaprasza do pokoiku obok. Z ust jej malinowych płyną słowa:
- zapraszam do zabiegowego.
Wchodzę do sąsiedniego pomieszczenia. Z jednej strony kozetka, cztery metry dalej biureczko. Jeśli siądzie przy biurku a ja na kozetce, to być
może bez zbliżania się do mnie rzuci okiem z daleka i stres się skończy. Nie. Kitlowa Niewiasta przysuwa krzesełko do kozetki. No nie no, jak to, mam pokazać tej anielskiej niewieście swe Oko Szatana?!?
- proszę zsunąć spodnie, położyć się na lewym boku na kozetce i podciągnąć

kolana pod brzuch. No nic. Przeżyłem urologię to i oglądanie pierdziawy przetrwam. Tu nie ma się co stresować, chodzi o zdrowie. Żarty żartami, ale lekarz to lekarz. Nawet jeśli to lekarka. I do tego ładna lekarka. Ciekawe jaką ma na sobie bieli...
Strumień myśli został gwałtownie rozbity przez małe, białe pudełeczko, które znikąd pojawiło się w jej elfich dłoniach. Na pudełeczku wyraźny i
jednoznaczny napis się znajdował. WAZELINA.
O k#rwa. O k#rwa. O k#rwa. O k#rwa.

Przez moment mam jeszcze nadzieję, że spękały lekarce usta i chce je posmarować wazeliną by ulżyć sobie w cierpieniu, jednak gruba warstwa
mazidła nakładana na niewieście palce prawej dłoni wbitej w rękawiczkę wyraźnie dają znać, że to nie z jej ustami palce będą miały do czynienia.
- proszę się rozluźnić - dobiegł mnie jej głos słodki niczym słoik miodu - na początku może być pewien dyskomfort, a nawet odrobina bólu, ale to będzie chwilowe.
Biorę wdech, wydech, chcę powiedzieć, że jestem gotowy. Otwieram usta by przemówić, lecz...

...rozwarta została ma czeluść mroczna, palec wiedzy medycznej sięgnął źródła problemów i kręcąc się niczym gówno w przerębli zbierał wiedzę w ciemnobrązowym bagnie kwintesencji tego wszystkiego, co w człowieku najgorsze i czego pozbyć się rano po kawusi wypada.
- czy coś boli w którymś miejscu? Tak #####, boli mnie moja męska duma, boli mnie samoocena, boli mnie świadomość, że zostałem analnie spenetrowany niczym zniewieściały współwięzień dwumetrowego mordercy o ksywie Czuły Roman, boli mnie myśl o tym, że...
..ej, faktycznie mnie coś boli.
- tak, po lewej stronie chyba coś się dzieje.
Lekarka sprawnie znajdując wspomnianą lokalizację dokładnie sprawdza co się dzieje. Bolesny dyskomfort na chwilę odsuwa niewygodne myśli, gdy nagle przypomina mi się, że gdzieś tam jest prostata. A co jeśli mi dotknie prostaty a mój organizm prawidłowo zareaguje gigantycznym,
bezceremonialnym wzwodem?!?! I będę tak leżał ze sterczącym drągiem mając w dupie palec uroczej lekarki?!?!? JA PIERDOLĘ ZABIERZCIE MNIE STĄD!!!

...pyk!

Ciche pyknięcie przywodzące na myśl otwieranie butelki szampana nagle zakończyło cały koszmar. Dupsko me pozbawione dłoni błądzących tam, gdzie nikt poza mną nie ma dostępu odetchnęło z ulgą. A ja wraz z nim.

- proszę się ubrać.

Złażę z kozetki podciągając gacie. Nie, nie będę się wstydził. Ja jestem chory, a ona jest lekarką. To była tylko pomoc medyczna i nie ma w tym nic wstydliwego. Staję wyprostowany, dumny, niczym pomnik Pstrowskiego. Bez grama wstydu czy zakłopotania patrzę w oczy lekarki i przemawiam.
- czy to koniec badania?
- tak, zapraszam do pierwszego gabinetu.

Kitlowa Niewiasta rusza przodem ponętnie kołysząc biodrami. W pokoju obok znów siada za biurkiem, naprzeciw jej siadam ja - pacjent. Z pełną powagą rozmawiamy o tym, co mi dolegało. Dostaję wszelkie wytyczne, sugestie, porady, informacje płyną z jej ust niosąc nadzieję na całkowite wyzdrowienie. Kilka recept kończy sprawę. Dziękuję, żegnam się. Wychodząc z gabinetu odwracam się jeszcze w drzwiach patrząc przez chwilę na lekarkę. Może i młoda, może i ładna, może i będąc kawalerem określiłbym ją jako niezłą dupę, ale... kompetentna. Miła i pomogła. Uśmiecham się raz jeszcze myśląc:
...wiem gdzie dziś grzebałaś paluszkiem, ty mała zboczona świnko!

Wychodząc z przychodni zastanawiam się czy jednak nie lepiej, że trafiłem na nią, a nie tego lekarza co zwykle. W końcu to facet. I kawał chłopa.
Zaraz zaraz, czy on aby nie miał wielkich łapsk? Auć...

Awatar olowek74
olowek74

Niezłe.Skąd to?

Awatar orwo
orwo

olowek74 napisał(a):
Niezłe.Skąd to?



z życia

Awatar olowek74
olowek74

Jak najbardziej z życia.Nawet znam bardzo podobny przypadek.Tylko nie tak humorystycznie opisywany.

Awatar czmielek
czmielek

Grzesiu przyznaj się że się w robocie nudziłeś i napisałeś....



http://czmielek.wix.com/chmielewski
Awatar sweetek
sweetek

kiedyś miałem wypadek. Jechałem motocyklem i gość nie do końca świadom wymusił pierwszeństwo, walnąłem w słupek i przeleciałem 20 metrów w powietrzu. Było to na głównej ulicy, więc zbiegowisko, ludzie, że nie żyje, ja że żyje, tylko palce mam powybijane i mokro w butach a kombinezon w środku we krwi - więc niech ktoś mój telefon weźmie i dzwoni na pogotowie. Czasy to były nie dość popularne w komórki więc dałem swój telefon gościowi i mówię jak ma dzwonić... miałem wybite palce i nie mogłem nimi ruszać. Gość zadzwonił, ktoś dał papierosa i tak se czekamy. Ja ledwo ciepły, ale stres jeszcze trzymał, gośc w aucie zaklinowany, tłumek w napięciu.
Przyjechała R-ka, podszedł lekarz spytał się, czy mogę ruszyć palcami u nóg, czy kojarzę,odpowiedziałem pozytywnie, poszli zabierać gościa z auta - bo miał nie zapięte pasy i lekki brak kojarzenia. Przyjechała druga R-ka zabrali mnie i wciskają tlen w gębę. Mówię, że żyję i oddycham... a na to pielęgniarz... "oo.. takiego co z motocykla zabieraliśmy wczoraj z trasy to też do szpitala dojechał, a potem nawet śledzionę miał w kawałkach...", moje mokro w kombinezonie zrobiło się jeszcze mokrzejsze i zaczęło wszystko boleć..
Na izbie... zabrali mnie od razu nie pytając się rozcięli kombinezon, buty, nawet koszulkę... obmacali i kazali wieść na badania. RTG - 3 żebra pęknięte, złamane kości śródstopia, uszkodzone stawy kolanowe i stawy śródręcza, złamane 3 kości śródręcza, USG wszystkich organów - w normie... ale wylatując z siodła uderzyłem kroczem w zbiornik... i pan od USG no to trza zrobić USG jąder. No to badanie to było wyzwanie i dla gościa i dla mnie.
Po 2 godzinach byłem już po badaniach i nie do końca zdiagnozowany. W całym szpitalu klinicznym nie mogli znaleźć "jądrologa" bo specjalizację taką ma jeden profesor, ale on teraz na urlopie. Znaleźli zastępstwo... panią doktor z tytułem - ale młodą - co urologiem była. Pooglądała USG i dawaj będzie badać organoleptycznie...., a dodam, że ból był to przeokropny. Zlitowała się - podali znieczulenie w kroplówce, zbadała i powiedziała, że są krwiaki, że jak się nie rozejdą w tygodnie to trzeba operacyjnie i że współczuje bardzo, ale znieczulenie będzie działać tylko 9-12 godzin... a potem... to ona tabletki zapisze, ale generalnie to radzi duuużżooo lodu nieć w lodówce....
Minął tydzień, leżenia, koledzy mi dla rozrywki pornosy przynosili, co by kontrolować stan wiadomych organów, piwo - bo nerki trza czyścić.
Po tygodniu na kontrolę... do Pani doktór onej - młodej.... a ona akurat miała grupę studentów, którym to nie zapomniała dać popatrzeć na szczególny przypadek i dawaj sprawdzać, czy krwiaki zeszły. I ja se siedzę a tam studenty (młode panny i chłopy) oglądając moje USG komentują naukowo...
Krwiaki nie zeszły..., tydzień później to samo, kolejnym razem jak przyszedłem to pielęgniarka już na korytarzu do mnie... " O! Pan z tymi jadrami - a to bez kolejki proszę!!"
Sprawa się ciągnęła pół roku, ubezpieczyciel sowicie mi to wynagrodził, żadnych komplikacji nie było. Po tym wypadku zupełnie zmieniłem podejście do lekarzy i swych części ciała.
A najważniejsze, że motocyklem dalej jeździłem....

Awatar orwo
orwo

czmielek napisał(a):
Grzesiu przyznaj się że się w robocie nudziłeś i napisałeś....


nie, w pracy muszę być trzeźwy. nie napisałem także tego, ale przytoczę bo dobre. może mniej o wypadku, a o tym że Autor tego listu ubiega się o odszkodowanie. I pisze tak:

Szanowni Państwo w raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: "Próba samodzielnego wykonywania pracy".
W liście stwierdziliście Państwo, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienia. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.
Z zawodu jestem murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego trzypiętrowego budynku. Kiedy skończyłem pracę stwierdziłem, że mam na dachu porozrzucane ok. 150 cegieł. Zdecydowałem nie nosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je na dół w beczce używając do tego celu liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Po zabezpieczeniu liny na dole, wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, ale następnie trzymając ją mocno zacząłem powoli opuszczać cały ciężar w dół. W raporcie o wypadku wspomniałem, że ważę 80kg. Możecie się Państwo wyobrazić jak dużo było moje zaskoczenie, nagłym szarpnięciem do góry, że straciłem orientację, nie puściłem jednak liny. Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie po ścianie budynku.w połowie drugiego piętra po raz pierwszy spotkałem opadającą z góry beczkę. To tłumaczy pęknięta czaszkę i złamany obojczyk. Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne ciąganie nie zatrzymując się, aż palce mojej prawej ręki nie weszły w blok. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę, pomimo bólu i ran. W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemię. W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła tylko 25kg. Przypomnę,że ja ważę 80kg. Więc w tej sytuacji zacząłem gwałtownie opadać. W połowie drugiego piętra po raz drugi spotkałem się z beczką, która wznosiła się do góry. W efekcie mam popękane kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł. Złamanie tylko trzech żeber. Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać, ani się poruszyć, a ponad to przestałem trzeźwo myśleć, puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina, spadła na dół i połamała mi nogi.
Mam nadzieję, że udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie.
Teraz już Państwo zapewne rozumieją w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.

Awatar DAAD
DAAD

Zapomniał napisać jaka była waga pojedynczej cegły



"Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
Awatar orwo
orwo

DAAD podczas podróży samochodem poczuł, że chce
mu się siusiu. Przy drodze nie było żadnego parkingu i po
dłuższym czasie, gdy nacisk na ścianki pęcherza się zwiększał
postanowił zatrzymać się przy drodze. Tak zrobił, wyszedł z
samochodu i poszedł do lasu. Rozpiął rozporek i z ulgą zaczął siusiać.
Po kilku chwilach mówi do swojego penisa:
-No widzisz, kiedy ty chcesz, to ja zawsze staję!


i jeszcze o technice, co idzie do przodu:

Post był edytowany 2013-02-18 22:55:57

Awatar filozof97
filozof97

Teraz politycznie:
-Kaczyński jedzie z Macierewiczem na rowerze. Kto pedałuje a kto kieruje?
-?
-Kieruje Kaczyński a pedałuje Macierewicz. A jak wpadną do rowu, to czyja to wina?
-?
- To wina Tuska!



Forum fotograficzne
Awatar WIATRAK
WIATRAK

Młody ksiądz, świeżak na parafii, pierwsza spowiedź. Dziewczyna wyznaje, że robiła chłopakom laskę.
Ksiądz bez doświadczenia, nie wie jaką zadać pokutę. Idzie do ministrantów:
-Chłopaki co ksiądz proboszcz daje za zrobienie laski?
-Nam po Snikersie



szambo wybiło ... ciekawe kiedy przestaniemy się dziwić i zaczniemy się bać ...
Awatar orwo
orwo

Na środku jeziora złapał wędkarz złota rybkę. Ta klasycznie mówi:
- Spełnię twoje 3 życzenia...
- Ale ja nie mam życzeń, mam duży dom, dwa samochody, firmę, świetnie zarabiam, nic mi nie potrzeba...
- No wiesz, to może chociaż jedno, żeby nie było, że nie spełniam!
- No dobra... mam prośbę! zrób abym zawsze miał orgazm razem z żoną, jednocześnie!!!
- Proszę bardzo!
Rybka uderzyła ogonem o wodę i zanurzyła się w głębinie. Nim wędkarz dopłynął do brzegu szczytował 5 razy..


__________________-


Kobieta skarży się sąsiadowi:
- Mąż chrapie w nocy! Nie mam już siły!
- Jest sposób - mówi sąsiad. - Jak tylko zachrapie, nogi mu szeroko rozsuń, a wtedy przestanie.
Następnego ranka kobiecina biegnie do sąsiada:
- Dziękuję, wszystko zrobiłam jak powiedziałeś i stary przestał chrapać! Jesteś lekarzem, sąsiad?
- No nie... Z zawodu żem zdun. Kominy i piece stawiam.
- A jak zdun wyleczył chrapanie?
- Jakżeś nogi rozsunęła, to mu jajka opadły i tyłek przytkały. Cugu zabrakło...


__________________-


Abstynent to człowiek o wyjątkowo ubogiej wyobraźni.
Nawet nie może wymyślić powodu, żeby się napić...


__________________-


Żona do męża siedzącego przed komputerem.
- Kochanie puść mnie do klawiatury - ja też chcę trochę poserfować w internecie !
Mąż zrywając się z fotela :
- K*a czy jak ty myjesz garnki, to ja ci wyrywam gąbkę z ręki .. . !?


__________________-


- Ty już mnie nie kochasz! - wzdycha dziewczyna jadąca z chłopakiem przez las na motorze.
- Ależ kocham cię! Dlaczego tak uważasz?
- Bo zawsze w tym zagajniku psuł ci się motor.

Awatar WIATRAK
WIATRAK

Cugu zabrakło...



szambo wybiło ... ciekawe kiedy przestaniemy się dziwić i zaczniemy się bać ...
Awatar bavarsky
bavarsky

Kiedyś, w trakcie boju z Francuzami - opowiada porucznik Rżewski. - Chwyciłem zamiast szabli swego ch*uja...
- I co się stało?!
- Dwóch zabiłem, nim dostrzegłem pomyłkę.

Awatar wukasch
wukasch

Dworzec w Krakowie. Lata 30-te.
Szmul i Icak podziwiają stojącą przy peronie Luxtorpedę.

- Jak ja bym jeszcze raz chciał pojechać Luxtorpedą - mówi Szmul
- Ja ci zazdraszczam, to ty jechałeś Luxtorpedą ? - pyta Icak
- Nie, ale już raz chciałem...

Awatar babcia
babcia

weesee napisał(a):
czmielek napisał(a):
Grzesiu przyznaj się że się w robocie nudziłeś i napisałeś....


nie, w pracy muszę być trzeźwy. nie napisałem także tego, ale przytoczę bo dobre. może mniej o wypadku, a o tym że Autor tego listu ubiega się o odszkodowanie. I pisze tak:

Szanowni Państwo w raporcie z wypadku jako przyczynę wypadku podałem: 'Próba samodzielnego wykonywania pracy'.
W liście stwierdziliście Państwo, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienia. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wystarczające.
Z zawodu jestem murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego trzypiętrowego budynku. Kiedy skończyłem pracę stwierdziłem, że mam na dachu porozrzucane ok. 150 cegieł. Zdecydowałem nie nosić ich na dół pojedynczo, lecz spuścić je na dół w beczce używając do tego celu liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Po zabezpieczeniu liny na dole, wszedłem na dach i zawiesiłem na niej beczkę załadowaną cegłami. Potem zszedłem na dół i odwiązałem linę, ale następnie trzymając ją mocno zacząłem powoli opuszczać cały ciężar w dół. W raporcie o wypadku wspomniałem, że ważę 80kg. Możecie się Państwo wyobrazić jak dużo było moje zaskoczenie, nagłym szarpnięciem do góry, że straciłem orientację, nie puściłem jednak liny. Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie po ścianie budynku.w połowie drugiego piętra po raz pierwszy spotkałem opadającą z góry beczkę. To tłumaczy pęknięta czaszkę i złamany obojczyk. Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne ciąganie nie zatrzymując się, aż palce mojej prawej ręki nie weszły w blok. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem w stanie nadal trzymać mocno linę, pomimo bólu i ran. W tym samym czasie beczka z cegłami uderzyła o ziemię. W wyniku uderzenia jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona cegieł beczka ważyła tylko 25kg. Przypomnę,że ja ważę 80kg. Więc w tej sytuacji zacząłem gwałtownie opadać. W połowie drugiego piętra po raz drugi spotkałem się z beczką, która wznosiła się do góry. W efekcie mam popękane kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem mniej obrażeń przy upadku na stos cegieł. Złamanie tylko trzech żeber. Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy leżałem obolały na cegłach, nie mogłem wstać, ani się poruszyć, a ponad to przestałem trzeźwo myśleć, puściłem linę. Pusta beczka ważąca więcej niż lina, spadła na dół i połamała mi nogi.
Mam nadzieję, że udzieliłem Państwu wyczerpujących odpowiedzi potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie.
Teraz już Państwo zapewne rozumieją w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.


tragikomedia, usmialam sie, jednak poszkodowanemu bardzo wspolczuje

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.