Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 61
Jarret i Gustavsen dla mnie w przerwie Joy Division i serenady Anathemy
Z wyjątkiem Joy Division - w zakresie muzyki jesteś mi jak brat. Co prawda na koncercie Torda usnąłem ale miało to pozamuzyczne przyczyny i trwało stosunkowo krótko. Zaś co do Anathemy (przynajmniej jeśli chodzi o Hindsight) do uwielbienia przyłącza się również moja żona. Jarrett jak umrze pójdzie od razu do nieba z pominięciem czyśćca...
Znów spamuje, ale moje aplegry są jedyne w swoim rodzaju
To masz gust jak moja kotka! Przy Góreckim jest spokojna, przy Lutosie - w zasadzie też, a Penderecki ją ewidentnie wk...wia (chciałem powiedzieć - drażni)
Co do Twoich chłopaków - jadą nieźle! Coś więcej na ich temat?
Do mnie Ty możesz mówić szczerze po imieniu: 'Pojebany'
Chętnie, ale jeszcze musisz popracować na taki przydomek.
Jesteś co prawda na dobrej drodze do sukcesu.
Wiem praca ciężka i pełna znoju.
Cóż w życiu nie ma nic za darmo.
I nic nie dzieje się bez przyczyny.
Chciałem być delikatny.
Do mnie Ty możesz mówić szczerze po imieniu: 'Pojebany'
Pogłupiejecie od tej muzyki do reszty.
Ja dziś przepalałem głośniki Iron Maiden bo mnie sąsiadka rano wkurzyła - robię się złośliwy - leki odstawiam...
A tego o czym piszecie to od dawna nie da się słuchać bez mdłości.
Na pełny gaz to włączam wczesnego Pendereckiego jak mnie moja kotka wkurzy. To co dzieje się z jej uszami zanim ucieknie do pralni to temat na osobną rozprawę. Na mdłości zaś dobre jest to co zastosowałem wczoraj przy słuchaniu Floydów. Oczywiście mówię o dobrym winie...
A tego o czym piszecie to od dawna nie da się słuchać bez mdłości.
Na Floydów do Animals nie dam nic powiedzieć, choć może większą rolę odgrywają tu emocje i wspomnienia niż trzeźwa analiza zawartości muzycznej. The Wall tej próby już nie wytrzymała choć do dziś pamiętam jak Kaczkowski puścił pierwsze jej urywki w Trójce i jakie to było dla nas święto. O The Endless River nie będę się wypowiadał mimo że leży tu obok klawiatury, a wczoraj była właściwym powodem do wypicia flaszki wina. W tej roli dobrze się sprawdza. Czy to rzeczywiście ostatnia? Nie byłbym taki pewien po informacji, że podobno Collins z Hackettem i Gabrielem dogadują się co do wspólnej trasy. Może jeszcze usłyszymy Firth of Fifth w oryginalnym wykonaniu. Niestety Franka już nie usłyszymy, nie mówiąc o Jimim czy Janis. Ale oni wszyscy są już w poczekalni do Panteonu i pewnie niedługo porozmawiają z Wolfgangiem Janem Sebastianem czy Tranem. Czego im, Wam i sobie życzę