spacer do miejsca pamięci
Legalną drogą (zakup na Allegro) wszedłem w posiadanie kilkunastu płytek szklanych z fotografiami. Historii ludzi widocznych na zdjęciach nie sposób jest odtworzyć. Historii tych zdjęć można się domyślać jedynie analizując stroje uwiecznionych osób. Nieznany jest ich Autor, typ aparatu ani okres wykonania zdjęć, choć wiele wskazuje na to, że zostały zrobione w okresie przed II Wojną Światową w rejonie podgórskim (Karpaty? inne góry?). Na zdjęciach prezentowane są ""roboty wiejskie"" - okres raczej późno-letni, wczesno-jesienny, na części - tak jak na powyższym sceny z życia rodzinnego ""państwa""(?)... Postaci występujące na zdjęciach się powtarzają. Płytka szklana 8x12 cm. Przefotografowana cyfrowo, obraz obrobiony przy pomocy ""cyfrowej ciemni"".
Komentarze 45
A nie było 'obróbki cyfrowej'?
Po co miałaby być?
....
ps
napiszę więcej - gdyby ta fotografia była zaprezentowana bez żadnych "pypci" i innych elementów, gdyby wyglądała na zrobioną przedwczoraj - a wczoraj odbitą pod powiększalnikiem i zeskanowaną - wtedy nie trzeba byłoby zadawać takiego pytania.
Cała scena nasuwa mi skojarzenia ze spacerem 'państawa' - czyli ziemian, właścicieli dworku do 'miejsca pamięci' czyli pnia po wielkim drzewie (dąb?) które posadzono w czasach któregoś z Powstań (albo z jakiejś innej, narodowo-ojczyźnianej okazji). Taka była - i często nadal trwa - moda... Osoby widoczne na fotografii - 'skorzystały' z okazji jaką była wizyta fotografa w tym terenie...
Klasyczną rozprawą, która rozwodzi się nad zabudową przestrzenną końca XX wieku, a która być może zahacza tematycznie o serię zdjęć których kol. jaskiniar jest w posiadaniu, stanowi dzieło Władysława Matlakowskiego, pt. Budownictwo ludowe na Podhalu, wydana po raz pierwszy w roku 1892, a która to praca dostąpiła reprintu.
Co więcej w zakładce księgarni Volumina, znajduje się szereg pozycji poświęconych stricte architekturze sprzed dekad. Np. rozprawa Pszenickiego, Kurs budowy mostów, którą to oryginał, nawet mam w zbiorach.
Inna sprawa, że wydali nawet Przewodnik dla dam, który to nie omieszkam nabyć przy najbliższej sposobności. Wszak trzea poznać...
Pozdr.
Właśnie nie, zarzut pewnie byś usłyszał, bo prokuratura w takich wypadkach oskarża z automatu. A co dalej to już sąd by zadecydował.
Był przypadek, że człowiek się dowiedział że przedmiot jest kradziony, zgłosił się z tym na policję, a następnie ... usłyszał zarzut paserstwa.
Z prawdziwymi dziełami sztuki jest ten problem, że nie jest to np. rower czy aparat fotograficzny -czyli rzeczy jakich wiele. Jak się coś takiego kupuje to trzeba wiedzieć czy ma się do czynienia z prawowitym właścicielem dzieła, bo w przeciwnym wypadku jest problem.
Na głupotę i działanie "z automatu" nie ma lekarstwa
Rower - aparat - mogą być dziełami sztuki (choćby użytkowej) cenniejszymi niż negatywy z XX wieku
Niech namierza - nie ukrywam się, w dodatku tę fotografię prezentowałem już wcześniej
Znów generalizując: gdy chcemy uderzyć psa - kij się zawsze znajdzie.
Wtedy marnie, ale działałeś w dobrej wierze, kupiłeś na Allegro, które gwarantuje ochronę kupujących (what ever it means) i typa, który ci sprzedał powinno się dać namierzyć... więc powinno się skończyć dobrze. Ale nie sądzę, by te zdjęci były kradzione z muzeum, Allegro jest monitorowane, a zdjęcia byłyby opatrzone numerami identyfikacyjnymi i 'zakonserwowane' w oddzielnych koszulkach.
Widać że uczciwa z ciebie kobieta :-).
Złodziej oczywiście numery itp by usunął, a jeśli ma głowę na karku to jest nie do namierzenia.
Ale oczywiście rynek dzieł sztuki jest monitorowany przez specjalistów poszukujących skradzionych dzieł sztuki, więc kto wie Jaskiniarze może już Interpol namierza Twój adres :-).
...
Dywagacje są najciekawsze. Odsprzedając te negatywy - na przykład teraz - nie mógłbym usłyszeć zarzutu o paserstwie, bo nie miałem informacji o ich pochodzeniu (innym niż legalne). Nie jestem prawnikiem, ale paserstwo to (chyba) sprzedawanie rzeczy, o których się wie, że pochodzą z nielegalnego źródła...
...)
Właśnie nie, zarzut pewnie byś usłyszał, bo prokuratura w takich wypadkach oskarża z automatu. A co dalej to już sąd by zadecydował.
Był przypadek, że człowiek się dowiedział że przedmiot jest kradziony, zgłosił się z tym na policję, a następnie ... usłyszał zarzut paserstwa.
Z prawdziwymi dziełami sztuki jest ten problem, że nie jest to np. rower czy aparat fotograficzny -czyli rzeczy jakich wiele. Jak się coś takiego kupuje to trzeba wiedzieć czy ma się do czynienia z prawowitym właścicielem dzieła, bo w przeciwnym wypadku jest problem.
IMHO, fota zrobiona przed II wojną, więc autor - zakładam że miał co najmniej 30 lat w chwili robienia foty, urodził się ok. 1900 roku, więc gdyby się znalazł, to byłby w prawie, bo zdjęcie przechodzi do domeny publicznej 70 lat po śmierci autora (chyba że zdjęcie było publikowane w gazecie czy encyklopedii, bo to też jest inaczej).
Ale zważywszy wojnę i potencjalny wiek autora można przypuszczać, że albo nie żyje, albo nie zgłosi się, więc jego prace należy traktować jako 'dzieła osierocone' - czyli właściwie bez czerpania z nich korzyści można je bezpiecznie publikować dla celów edukacyjnych i artystycznych, z zaznaczeniem, że autor nieznany, ale gdyby się znalazł - on albo jego spadkobiercy - to uznasz jego/ich prawa.
To tylko jedno spojrzenie na sprawę.
Ale np. potencjalnie zdjęcie mogło zostać skradzione z muzeum (np. Luwru
@bavarsky: pewności nie mam żadnej; napisałem: 'obstawiam', a więc obstawiłem i wiem, że stawke mogę przegrać
poczekajcie na kolejne zdjęcia
IMHO, fota zrobiona przed II wojną, więc autor - zakładam że miał co najmniej 30 lat w chwili robienia foty, urodził się ok. 1900 roku, więc gdyby się znalazł, to byłby w prawie, bo zdjęcie przechodzi do domeny publicznej 70 lat po śmierci autora (chyba że zdjęcie było publikowane w gazecie czy encyklopedii, bo to też jest inaczej).
Ale zważywszy wojnę i potencjalny wiek autora można przypuszczać, że albo nie żyje, albo nie zgłosi się, więc jego prace należy traktować jako 'dzieła osierocone' - czyli właściwie bez czerpania z nich korzyści można je bezpiecznie publikować dla celów edukacyjnych i artystycznych, z zaznaczeniem, że autor nieznany, ale gdyby się znalazł - on albo jego spadkobiercy - to uznasz jego/ich prawa.
Coś w tym stylu. Całkiem niedawno "przerabiałem" podobną historię
generalnie: legalny właściciel dzieła (przedmiotu) - ma prawo do publikacji (dysponowania) tym dziełem, przedmiotem. Kwestia autorstwa, jego ustalania, ewentualnych korzyści materialnych z takiej publikacji - to odrębna sprawa
...
Co do rozmaitych 'praw' do zdjęcia - jest ich kilka rodzajów. Jakie prawa masz na myśli pisząc, że 'prawo do nich ma ktoś zupełnie inny'?
Prawo autorskie? majątkowe? prawo do publikacji?
Jeśli właścicielem zdjęcia jest ktoś inny (ktoś komu je skradziono) to posiada on wszelkie prawa do tego zdjęcia.
Oczywiście to, że zdjęcie nabyłeś drogą legalną powoduje że nie ponosisz odpowiedzialności np. publikując je (wbrew woli prawowitego właściciela), bo byłeś (?) nieświadomy że przedmiot jest kradziony.
Ale gdybyś np. sprzedał te (dajmy na to kradzione) zdjęcia dalej możesz usłyszeć zarzut paserstwa.
Spoko, tak sobie tylko dywagujemy teoretycznie ...
Dywagacje są najciekawsze. Odsprzedając te negatywy - na przykład teraz - nie mógłbym usłyszeć zarzutu o paserstwie, bo nie miałem informacji o ich pochodzeniu (innym niż legalne). Nie jestem prawnikiem, ale paserstwo to (chyba) sprzedawanie rzeczy, o których się wie, że pochodzą z nielegalnego źródła...
Prawo do publikacji ma - generalnie właściciel tychże praw.