Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 17
okolice Starego Rynku?
Dokładnie sam Stary Rynek. Tam widać kawałek Katedry i kamienice ze słynnym antykwariatem. No i Pomnik Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej, którego nie widać za bardzo, ale wiem, że tam jest
Nie do końca. Tak jest, że przypadkowość jest wartością dodaną, nie jest wadą. W takich oczywiście przypadkach. Podejrzewam, że materiał z 1986 roku, z założenia miał dać wynik jakby z zaskoczenia (a nuż coś wyjdzie?). I o to właśnie chodziło. Włącznie z wywoływaniem.
To już praktycznie jest grafika, nie fotografia. Znam kilku fotografów, którzy dla takiego efektu dali by się pokroić. Cały smaczek polega na tym, że to może być niepowtarzalne.
Tak, to kwestia upodobań. Ja nie lubię niespodzianek. Nawet na urodziny. Dlatego nie ugotuję negatywu, żeby zobaczyć, co wyjdzie. A jak ugotuję to nie pokażę. A jak pokażę, to z mądrą miną napiszę: tak miało być.
No to ojć. Kolega Wielebny podzielił się swoim szczęściem. Takie się urodziło. Ma klimat, nie ma techniki. Taka jest wartość tej konkretnej odbitki. Frajda polega na tym, że drugiej takiej może nie być. Stąd prezentacja. Nie można być apodyktycznym w tym temacie. Co innego gdyby sprawa miała się powtarzać jako maniera, a nie eksperyment. Wtedy podzielam opinię kolegi w 100%.
Nie do końca. Tak jest, że przypadkowość jest wartością dodaną, nie jest wadą. W takich oczywiście przypadkach. Podejrzewam, że materiał z 1986 roku, z założenia miał dać wynik jakby z zaskoczenia (a nuż coś wyjdzie?). I o to właśnie chodziło. Włącznie z wywoływaniem.
To już praktycznie jest grafika, nie fotografia. Znam kilku fotografów, którzy dla takiego efektu dali by się pokroić. Cały smaczek polega na tym, że to może być niepowtarzalne.
Tak, to kwestia upodobań. Ja nie lubię niespodzianek. Nawet na urodziny. Dlatego nie ugotuję negatywu, żeby zobaczyć, co wyjdzie. A jak ugotuję to nie pokażę. A jak pokażę, to z mądrą miną napiszę: tak miało być.
Retykulacja jest fascynująca jak ejakulacja.
No!
(takie gwarowe "No!", wypowiedziane przez nos, lub przez cokolwiek innego...)
To już praktycznie jest grafika, nie fotografia. Znam kilku fotografów, którzy dla takiego efektu dali by się pokroić. Cały smaczek polega na tym, że to może być niepowtarzalne.
Obraz jest niepowtarzalny.
Proces też niepowtarzalny. Skromnie zauważę, że warto dążyć do równowagi: niepowtarzalny obraz, powtarzalny proces.
Twój wybór.
Takie coś to mi jeszcze nigdy się nie zrobiło.
Przeterminowane filmy , to nie na Twoje zdrowie
Z asa 400 może będzie 100 jak się materiał nie roleci.