Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 47
Dobre.
Znasz problem z autopsji? ...
Zadajesz trudne pytania, jakbyś był filozofem.
Wiele racji ma Tomograf. Ale to jest taka racja trochę statystyczna, symplifikująca.
Problem kolejowych kradzieży węgla istnieje od czasu, kiedy kolej zaczęła przewozić węgiel. Czytałem teksty sprzed I Wojny Światowej opisujące takie incydenty. Gdzieś tam równolegle funkcjonował proceder pozyskiwania węgla poprzez wydobycie w tzw. biedaszybach (czyli de facto niewielkich kopalniach funkcjonujących z naruszeniem prawa górniczego, organizowanych na zasadzie nieformalnych spółdzielni) oraz odzyskiwaniem węgla z hałd kamienia pogórniczego (zawierają do 20% tego surowca). Wszystkie te formy działalności były zawsze zwalczane przez państwo. Działania te zawsze nasilały się w okresach biedy (np. Wielki Kryzys) i praktycznie zanikały w czasach prosperity (np. okres 1945-1990)
Odpowiadając na Twoje pytanie, po ty zdecydowanie przydługim wstępie mogę powiedzieć, że ludzie, którzy zajmują się kradzieżą węgla są w zdecydowanej większości ofiarami przemian gospodarczych, które nastąpiły po 1990 roku. Ci, których spotykałem prawie zawsze byli sympatyczni, niekiedy budzili litość, rzadko sprawiali wrażenie przestępców.
Na pewno to, co napisałem nie usatysfakcjonuje Cię, ale to jest naprawdę skomplikowany problem, a ja nie miałem czasu przygotować się do odpowiedzi.
Znasz problem z autopsji? ...
Zadajesz trudne pytania, jakbyś był filozofem.
Wiele racji ma Tomograf. Ale to jest taka racja trochę statystyczna, symplifikująca.
Problem kolejowych kradzieży węgla istnieje od czasu, kiedy kolej zaczęła przewozić węgiel. Czytałem teksty sprzed I Wojny Światowej opisujące takie incydenty. Gdzieś tam równolegle funkcjonował proceder pozyskiwania węgla poprzez wydobycie w tzw. biedaszybach (czyli de facto niewielkich kopalniach funkcjonujących z naruszeniem prawa górniczego, organizowanych na zasadzie nieformalnych spółdzielni) oraz odzyskiwaniem węgla z hałd kamienia pogórniczego (zawierają do 20% tego surowca). Wszystkie te formy działalności były zawsze zwalczane przez państwo. Działania te zawsze nasilały się w okresach biedy (np. Wielki Kryzys) i praktycznie zanikały w czasach prosperity (np. okres 1945-1990)
Odpowiadając na Twoje pytanie, po ty zdecydowanie przydługim wstępie mogę powiedzieć, że ludzie, którzy zajmują się kradzieżą węgla są w zdecydowanej większości ofiarami przemian gospodarczych, które nastąpiły po 1990 roku. Ci, których spotykałem prawie zawsze byli sympatyczni, niekiedy budzili litość, rzadko sprawiali wrażenie przestępców.
Na pewno to, co napisałem nie usatysfakcjonuje Cię, ale to jest naprawdę skomplikowany problem, a ja nie miałem czasu przygotować się do odpowiedzi.
Tutaj masz Jacku nieco więcej informacji o obiekcie, jego archiwalne zdjecia itp ... naprawdę można było w nim zrobić coś sensownego, jak choćby np. muzeum łódzkiej komunikacji
Znam tę stronę. Obejrzałem ją sobie dokładnie jakiś czas temu, przy okazji innych Twoich zdjęć.
Tutaj masz Jacku nieco więcej informacji o obiekcie, jego archiwalne zdjecia itp ... naprawdę można było w nim zrobić coś sensownego, jak choćby np. muzeum łódzkiej komunikacji
Znam tę stronę. Obejrzałem ją sobie dokładnie jakiś czas temu, przy okazji innych Twoich zdjęć.
W Łodzi były już dziesiątki podobnych przykładów. Do tego dołączają się kompletnie nieudolne, olamiaste, pierdołowate i beznadziejne służby ochrony zabytków i lata, jak nie dekady zaniedbań - jak choćby brak miejscowego planu zagospodarowania, luki we wpisach do rejestru itp ... ostanio np. mistrz wałków zburzył w długi weekend podmiejską willę. Poczekał w piątek do 17-ej, jak już służby skończyły prace i na teren wpadły koparki i zmiotły pałacyk dosłownie w pare godzin. Została kupa gruzu, a pierdoły miejskie mogą go ukarać mandatem 500 zł max .... ot taka to jest historia.
Tutaj masz Jacku nieco więcej informacji o obiekcie, jego archiwalne zdjecia itp ... naprawdę można było w nim zrobić coś sensownego, jak choćby np. muzeum łódzkiej komunikacji
W ogóle sytuacja nieco jak w Las Vegas Parano ... obiekt jest niby zabytkiem, wpierw się pół roku rozwalał, teraz spłonął jak to w łódzkiej tradycji. Paradoksalnie płonął prawie 3 dni, mimo deszczu i akcji ponad 6 zastępów straży. I najlepsze, że generalnie tam jest tylko beton, stal i resztki drewnianego dachu. Do tego w jednym czasie niby miała go pilnować policja, ale oczywiście jej nie było. Złomiarze łupią (tacy już normalni żule), przy okazji te dzieciaki. Do tego od czasu do czasu ktoś się włóczy z aparatami, albo psem na spacerze. Jak łaziliśmy to akurat przyjechał właściciel terenu (mega mercem, ale w kaloszach). Przegnał dzieciaki i oprowadzał jakiegoś innego pana, zainteresowanego mocno obiektem. Natomiast łódzki konserwator zabytków ogłosił swój sukces i byrluje w mediach, że nakaże odbudowę itp ... jak zwykle jak już obiekt zruinowany, a teraz spłonął i pewnie niebawem albo runie, albo będzie konieczna rozbiórka.
Problem znam tylko z mediów ...
To jest temat na co najmniej obszerny esej. Spotykałem tych ludzi. Byli różni. Niekiedy budzili litość, niekiedy respekt a nawet strach. To były niemal sceny filmowe o wysokim poziomie ekspresji. Mam je w oczach do dziś.Znam też ludzi z drugiej strony barykady, dla których broń palna jest narzędziem pracy. Oni nie podzielają Twojego zdania. Znam miejsca, gdzie dokonuje się tych kradzieży. Spróbuję kiedyś sfotografować je. Może uda mi się oddać klimat.
Problem znam tylko z mediów ...
To jest temat na co najmniej obszerny esej. Spotykałem tych ludzi. Byli różni. Niekiedy budzili litość, niekiedy respekt a nawet strach. To były niemal sceny filmowe o wysokim poziomie ekspresji. Mam je w oczach do dziś.Znam też ludzi z drugiej strony barykady, dla których broń palna jest narzędziem pracy. Oni nie podzielają Twojego zdania. Znam miejsca, gdzie dokonuje się tych kradzieży. Spróbuję kiedyś sfotografować je. Może uda mi się oddać klimat.
Kryminału nie wymieniłem, bo nie ma on nic do rzeczy. Karanie tych ludzi za kradzież to w gruncie rzeczy karanie ich za biedę. I to dopiero jest demoralizujące.
To 'złodziejstwo' ma charakter strukturalny, należałoby na nie raczej patrzeć jak na problem społeczny, a nie etyczny.
Podobnie u nas, na Górnym Śląsku ma się rzecz z kradzieżami węgla z wagonów kolejowych. Zaakcentowałbym jednak ten akcent etyczny kosztem nie wymienionego przez Ciebie akcentu kryminalnego. Pod względem etycznym czyn jest naganny i prowadzący do dalszej demoralizacji.
To 'złodziejstwo' ma charakter strukturalny, należałoby na nie raczej patrzeć jak na problem społeczny, a nie etyczny.
Podobnie u nas, na Górnym Śląsku ma się rzecz z kradzieżami węgla z wagonów kolejowych. Zaakcentowałbym jednak ten akcent etyczny kosztem nie wymienionego przez Ciebie akcentu kryminalnego. Pod względem etycznym czyn jest naganny i prowadzący do dalszej demoralizacji.