Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 26
przedstawia się utrwalony obraz do oceny, komentarza, interpretacji
i w sumie każdy widzi coś innego
chyba, że jest coś jasno przedstawione
tyle ile spojrzeń tyle interpretacji .....
wasze zdrowie
Ale jak odróżnić świadomego twórcę od hochsztaplera, skoro tradycyjne (nomen omen) kryteria oceny uległy rozluźnieniu?
Chyba wystarczy zobaczyć kilka zdjęć tego samego autora, żeby rozszyfrować czy robi zdjęcia świadomie czy nie. Tak ja przynajmniej staram się to rozróżniać
Co do mnie, to lubię opisy. Mówią coś nie tylko o pracy, ale i o autorze.
Autor z którego zdjęto obowiązek nadania swojej pracy sensu, dostaje pole do ogromnych nadużyć. Nie chciałem już w to wnikać. Jednak twierdzenie, że
Zgadzam się że to wyidealizowane i przerysowane, ale będę stał na stanowisku, że świadomy autor zdjęcia nadaje mu sens przez to jakimi środkami się posłużył do jego stworzenia, co zawarł w kadrze jak go skomponował, jaki nadał tytuł, ale od pewnego czasu jestem przeciwny opisom do zdjęć
Wolałbym być jednak przekonany, że to Autor fotografii opowiada tę historię, a nie my sami, dostrzegając coś na zdjęciu, poźniej.
Dla mnie te sprawy są połączone, jak autor nie ma nic do opowiedzenia to i po 10 latach wpatrywania się dalej nic na zdjęciu nie zobaczę, żadnej historii.
Autor, jeżeli ma coś do powiedzenia, opowiada zdjęciem historię. Jeżeli nie ma nic do powiedzenia, to jest to tylko obrazek, który mogę po swojemu zinterpretować. Ale wtedy nie doszukuję się w nim sensu, bo go tam nie ma, ale nadaję własny.
To zresztą współcześnie powszechna praktyka: przerzucić obowiązek nadania dziełu sensu na odbiorcę. Czy to dobrze czy źle – nie wiadomo.
Jacku przecież autor opowiada zdjęciem historię razem z odbiorcą bo środkami wyrazu nadaje sens temu co zatrzymał w kadrze i daje pewną ilość tropów odbiorcy, który nimi podąża albo nie.
Jak się ma Twoje podejście do skąpści kompozycyjnej wyrażonej w sakramentalnym: "za dużo w kadrze"? Wielokrotnie czytałem podobne Twoje opinie pod ulicznymi zdjęciami. Czy tutaj jest w sam raz? Chyba nie...
Jak dla mnie to ten kadr jest za mało gęsty, samochody po prawej stronie nie zagrały tak jakbym sobie to wymarzył... zwykle tak to bywa
To zresztą współcześnie powszechna praktyka: przerzucić obowiązek nadania dziełu sensu na odbiorcę. Czy to dobrze czy źle – nie wiadomo.
Lubię, kiedy autor opowiada mi swoją historię. Nie czuję się przy tym ograniczony w możliwości interpretacji, stać mnie bowiem na własne wnioski. Wszystko jednak zależy od tego, czego oczekujemy od dzieła.
[...]
tak przy okazji - nie znoszę tytułów na zdjęciach.. to powinno być zakazane
A zwłaszcza nie powinno być przy dodawaniu zdjęcia takiego wymogu. Pamietam jak dodawałem pierwsze zdjęcie po zalogowaniu... Mordęgą było wymyslanie "tytułu". Niektórzy uciekaja się do wybiego w postaci numerowania zdjęć. Ma to też pewien walor funkcjonalny.
Wolałbym być jednak przekonany, że to Autor fotografii opowiada tę historię, a nie my sami, dostrzegając coś na zdjęciu, poźniej.
Wyznaję dokładnie odwrotną filozofię. Autor podaje odbiorcy obraz 'na talerzu', a to jego powinnością jest zdjęcie zinterpretować, odnaleźć w nim sens/bezsens. Nadawanie tytułów, opisów narzuca w pewien sposób odbiorcy wizji autora co czesto może prowadzić do ograniczenia możliwości interpretacji. Inaczej jest gdy zdjęcie jest jakby to nazwać... 'Otwarte', tak jak pytania otwarte, bez podpowiedzi, bez nakierunkowań. Czesto w komentarzach na temat moich fot ludzie czasami odnajdywali rzeczy zupełnie inne niż ja sam. Gdybym uciekł sie do pewnego ograniczenia interpretacyjnego jakim są opisy czy tytuły być może odbiorca nie zastanowiłby się nad zdjęciem 'po swojemu' i podszedł do niego: 'acha, o to jej/mu chodziło'. Jeżeli zdjęcia nie rozumie to albo do niego nie dojrzał, albo zdjęcie jest bez sensu, (ale dla niego!). To są czysto subiektywne dywagacje rzecz jasna...
Dobrze mówi dać mu piwa!
tak przy okazji - nie znoszę tytułów na zdjęciach.. to powinno być zakazane
Wolałbym być jednak przekonany, że to Autor fotografii opowiada tę historię, a nie my sami, dostrzegając coś na zdjęciu, poźniej.
Wyznaję dokładnie odwrotną filozofię. Autor podaje odbiorcy obraz "na talerzu", a to jego powinnością jest zdjęcie zinterpretować, odnaleźć w nim sens/bezsens. Nadawanie tytułów, opisów narzuca w pewien sposób odbiorcy wizjię autora co czesto może prowadzić do ograniczenia możliwości interpretacji. Inaczej jest gdy zdjęcie jest jakby to nazwać... "Otwarte", tak jak pytania otwarte, bez podpowiedzi, bez nakierunkowań. Czesto w komentarzach na temat moich fot ludzie odnajdywali rzeczy zupełnie inne niż ja sam. Gdybym uciekł sie do pewnego ograniczenia interpretacyjnego jakim są opisy czy tytuły być może odbiorca nie zastanowiłby się nad zdjęciem "po swojemu" i podszedł do niego: "acha, o to jej/mu chodziło". Jeżeli zdjęcia nie rozumie to albo do niego nie dojrzał, albo zdjęcie jest bez sensu, (ale dla niego!). To są czysto subiektywne dywagacje rzecz jasna...
A co do zdjęcia Griszy. Jak się ma Twoje podejście do skąpści kompozycyjnej wyrażonej w sakramentalnym: "za dużo w kadrze"? Wielokrotnie czytałem podobne Twoje opinie pod ulicznymi zdjęciami. Czy tutaj jest w sam raz? Chyba nie...
E:literówki.
..chodzi mi o to, że z czasem na już obejrzanych zdjęciach zaczynamy coś dostrzegać co wcześniej było dla nas niewidoczne.
Zgodzę się, bo rację masz
A być może bez Pani z tyłu
... chodzi mi o to, że z czasem na już obejrzanych zdjęciach zaczynamy coś dostrzegać co wcześniej było dla nas niewidoczne.
Wolałbym być jednak przekonany, że to Autor fotografii opowiada tę historię, a nie my sami, dostrzegając coś na zdjęciu, poźniej.
Nie będę cytował
W żaden sposób nie zamierzam tego negować. Absolutnie. Moje „bajki” mają prawo też się nie podobać i nikomu tego nie odmawiam