Awatar Krzysiek

Nowe hobby: Fotografia

Krzysiek 34

...
- o! widzę w pana CV, że zajmuje się Pan fotografią. Tak trochę poważniej, czy po prostu ma pan aparat fotograficzny?
- nie no, mam taki zwykły. Na taki lepszy za 3-3,5tys nie mogę sobie pozwolić...
- no, dobry sprzęt tylko połowa sukcesu.
- ale mam swoją galerię, może Pan zobaczyć, podam adres...
- nie, nie. Nie to miałem na myśli. Pytałem czy ma pan jakiś swoich ulubionych fotografów, których zdjęcia pan lubi oglądać, którzy pana inspirują?
- no nie mam, nie znam.
....

fragment rozmowy z kandydatem do pracy, który w CV jako hobby wpisał sobie "fotografia".

Post był edytowany 2010-02-16 18:57:43

Odpowiedzi 34

Awatar Krzysiek
Krzysiek

Wszyscy lubią Hous'a. Ja bym go uwielbiał równie w rzeczywistości ale zakładam, że 90-98% społeczeństwa nie.

Awatar Bruno
Bruno

Czyżby ta rozmowa zeszła do parteru?
Umówmy sie na jakiś miting i pokopmy sie po prostu po jajach - będzie szybciej i bardziej.

Awatar Krzysiek
Krzysiek

naszła mnie taka mała refleksja. Jakiś czas temu chętnie biłem pianę w obronie ideałów co czyniły też inne osoby. Walka z wiatrakami. Z głupotą wygrać nie można i nikomu się to nie udało. Może po prostu to błędne założenia. Zbyt wiele osób założyło, że to co się dzieje w sieci jest wyznacznikiem pojęcia "fotografia amatorska". A to nic innego jak zwykła wymiana zdjęć z innymi użytkownikami. Ja ci pokażę mój kwiatek, a ty mi swojego psa. Może skoro fotografia amatorska = posiadanie cyfry, to na CV dobrze będzie wpisać "sztuka". Jak ktoś zapyta o jaką sztukę chodzi to wtedy powiedzieć "fotografia artystyczna"? Albo od razu wpisać "fotografia artystyczna". Dużo ludzi zajmuje się taką fotografią, a nie ma nawet aparatu za 3,5 tys. Na dobrą sprawę tą pasję można realizować zbierając zdjęcia od innych, układają je w swoje historie czy wycinać zdjęcia z prasy, kolekcjonować albumy. Z drugiej zaś strony ma to swój sens. Jeżeli mam gonić za ideałem aby zrobić takie same zdjęcia jak mój ulubiony fotograf (czy kilku) to taniej i prościej będzie nabyć ich albumy. Jeżeli będę miał coś do powiedzenia, bo moje "ja" zechce coś powiedzieć światu, to wtedy sięgnąć po aparat, choćby pożyczony.

Wydaje mi się, że ja sam jak i wielu innych pomyliliśmy pasję z wymianą obrazków. Tym samym zaczęliśmy wytykać innym, którzy pragną dzielić się swoimi obrazkami czy wspomnieniami z wakacji, że robią chłam próbując oczywiście ratować świat przed zalewem tandety. Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że to głupota nie z tej ziemi była, bo to też fotografia tyle, że pamiątkowa (byłem na wakacjach lub dworcu w Warszawie) i przyrodnicza (wyczaiłem jaszczurkę w lesie). Każdy ma do tego prawo. A było wiele afer na przeróżnych forach czy foro-galeriach, podziały społeczne na lepszych i gorszych. Powstało mnóstwo miejsc w sieci, włącznie z tym gdzie można zobaczyć "prawdziwe" zdjęcia i obcować z mistrzami obiektywu. Jest tylko jeden mały problem. A w zasadzie drobiazg, o którym mało się mówi, a raczej nie chce. Fotografia w sieci nie istnieje. Zdjęcie pokazane na żywo, zawsze wygląda, działa inaczej niż "konspekt" który widzimy w okienku przeglądarki, a wiem co mówię. Cała ta batalia prowadzona do dziś jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Równie bez sensu jest dzielenie fotografii na media czyli srebrową, cyfrową, otworkową etc. Przecież to techniki*.

Tym sposobem wracamy do korzeni komunikacji fotograficznej w sieci , czyli pl.rec.foto, gdzie można zamieszczać informacje o jak i zapraszać na wystawy. Można też dyskutować na wiele tematów poza podziałami lepsza, gorsza, najlepsza galeria w sieci. Informacje te są dostępne dla wszystkich za sprawą google - oczywiście.

* - Jakiś czas widziałem w przekroju zdjęcia, które autorka robiła cyfrakiem. Następnie drukowała je, fotografowała ponownie polaroidem, a ponieważ ten jest mały więc trzeba go ponownie zduplikować cyfrą i wydrukować do pokazania w większym formacie. To mamy pytanie - jaka to jest fotografia i czy jest (sorry za złośliwość) godna pokazania na www.aparaty.tradycyjne.net gdzie można wieszać tylko "konspekty" zdjęć analogowych? Hmm...

Awatar rouge
rouge

krzysiek napisał(a):
Bazując na tym doświadczeniu własnym jak i kolegów stwierdzam, że nic się nie zmieniło i cyfra nie ma żadnego wpływu na stan fotografii w Polsce jako takiej. (...) Zmieniła się tylko technika i medium. Fotografia dalej pozostaje tematem otwartym i niezależnym od medium. Ludziom dziś z cyfraków wystarcza byle jaka jakość zdjęć, tak samo jak 25 lat temu byle jak robionych na powiększalniku. (...)
Na dobrą sprawę oprócz tego że przybyło koloru i mamy więcej możliwości nic nie uległo drastycznym przemianom.


Sporo w tym prawdy ale nie do końca. To co kiedyś było na zdjęciach, to był to głównie album rodzinny. Większość ludzi robiących zdjęcia nie pretendowała do miana fotografa amatora. I te zdjęcia, które rzemiocha trzepał pod powiększalnikiem zarabiając na kiełbasę na kartki są w albumach i żyją dzięki rodzinom, wspomnieniom itd.
Różnica polega na tym, że obecnie - w związku właśnie ze zmianą medium - internet zalała masa ludzi nazywających się pasjonatami fotografii. Kiedyś nie było tego zjawiska. Fajnie, że cyfra wyzwoliła ten potencjał. Wielu ludzi znalazło zainteresowania czy hobby i poznało innych. To, że wśród nich mieści się wielkie grono technicznych mistrzów, nie mających nic do pokazania oprócz jakości...

Nie chce mi się komentować zjawisk w galeriach, bo to już jest bardziej pod rozważania socjologów albo psychologów społecznych.
Osobiście jestem daleki od oceniania kogolowiek po tym czy zna jakichś autorów, których ja znam, czy kupuje albumy czy chodzi na wystawy lub czy interesuje się geografią Nie wiem przecież na jakim jest etapie. Każdy ma swoją drogę. Jedni wpierw sięgają po książki a inni po helpa w photoshopie.
Najpierw mi się wydało trochę nieeleganckie, że ktoś na podstawie wpisu w cv od razu przeegzaminował delikwenta i wystawił mu cenzurkę. Zinterpretowałem to jako karmienie swojego ego cudzym kosztem. Ale po chwili zastanowienia, to może i lepiej, że tak się stało. Bo koleżka może z tego wyciągnie jakieś wnioski. Np. dotyczące odpowiedzialności za słowo albo... rozwinie swoje zainteresowania.


edit: sory, ale odpowiadając Krzyśkowi nie doczytałem wątku do końca. post wyżej jest mniej więcej o tym samym.

Post był edytowany 2010-02-16 22:26:26

Awatar Bruno
Bruno

rouge napisał(a):

Bo koleżka może z tego wyciągnie jakieś wnioski. Np. dotyczące odpowiedzialności za słowo albo... rozwinie swoje zainteresowania.

Raczej pomyśli: "o Boże, jaki palant". To nie jest żadna prywatna wycieczka - po prostu fakt. Ja miałem w cv wpisane między innymi: muzyka, film. Jakby mnie gościu zaczął wypytywać o Chopina bym się nieźle wpienił... i nieistotne czy słucham, czy też nie. Zwłaszcza gdyby chodziło o pracę w spożywce.

Awatar rudi
rudi

W kościele to taca i maca a nie rozwój duchowy- nie zapominajmy że jeszcze oprócz książek jest kino- jak ktoś lubi i jest w stanie strawić to na ambitny film iść może.
W sieci co prawda bieda, strzępki dzieł nie zastąpią ich samych- ale jak już wie się o dziele to i łatwiej znaleźć...Tak na marginesie.
Fajnie jak się ma w sobie trochę tego szacunku do starszych- jeszcze jestem tym szczęściarzem któremu uszy ponaciągali w szkole, teraz nie ze nie wolno- jak ktoś jest nauczycielem to niech sobie spróbuje, ciekawe który z kolei uczeń przyłoży w twarz psorowi- czasy "gangsta" nadchodzą. A z takim podejściem żaden Mistrz nie zostanie nawet zauważony , co dopiero wzięty za Mistrza.

Panie i Panowie
To nie jest optymistyczny wątek.




Awatar czarek
czarek

Rudi, tak na marginesie, bo przecież bez sensu jest wypowiadać się w temacie. Patrzę na zdjęcie w Twoim profilu i przypomina misie pewien dowcip:

Holmes i Watson wybrali się w góry, na dziko. Noc spędzali w namiocie. W pewnym momencie budzą się i Holmes pyta:
- co widzisz, drogi Watsonie?
- piękne gwiazdy, granatowe niebo, księżyc...
- jaki z tego wniosek?
- że jutro będzie piękna pogoda!
- nie; że ktoś nam namiot zap...lił!



Kup książkę. Lepszych zdjęc robił nie będziesz, ale przynajmniej dasz zarobić.
Awatar Yoonson
Yoonson

krzysiek napisał(a)...)Jest tylko jeden mały problem. A w zasadzie drobiazg, o którym mało się mówi, a raczej nie chce. Fotografia w sieci nie istnieje. Zdjęcie pokazane na żywo, zawsze wygląda, działa inaczej niż 'konspekt' który widzimy w okienku przeglądarki, a wiem co mówię(...)


świat nie zatrzymał się w miejscu. czy się to nam podoba, czy też nie - internet staje się przestrzenią wystawienniczą. nie watrościuję tego, dzielę się tylko swoim postrzeganiem rzeczywistości.
fotografia to uczucia i emocje - te niezależne są od tego czy oglądasz obraz na barycie, plastyku czy na monitorze...
alle!


edytowałem, bo lubię.

Post był edytowany 2010-02-17 16:57:50

Awatar Krzysiek
Krzysiek

yoonson napisał(a):

fotografia to uczucia i emocje - te niezależne są od tego czy oglądasz obraz na barycie, plastyku czy na monitorze...
alle!

edytowałem, bo lubię.

w małej galerii ZPAF swego czasu widziałem TWARZE B. Konopki. Widziałem je też w sieci. Na żywo przyprawiły mnie o gęsią skórkę, w sieci wyglądają beznadziejnie. Nie zgadzam się więc.

Awatar hobbes
hobbes

krzysiek napisał(a):
w małej galerii ZPAF swego czasu widziałem TWARZE B. Konopki. Widziałem je też w sieci. Na żywo przyprawiły mnie o gęsią skórkę, w sieci wyglądają beznadziejnie. Nie zgadzam się więc.


Hmm.. ale to może Ty tak masz.. a nie że Internet i monitor to zło.. hmm? Ja powiem szczerze - wolę z muzą jakąś, w spokoju.. w pokoju, z kubem czegoś ciepłego, rozsiąść się wygodnie w fotelu i coś dobrego pooglądać w Necie.. niż przewalać się pośród ludzi, w źle dobranych pomieszczeniach, ze złym oświetleniem, ze źle dobranymi rozmiarem fotami ..albo jechać w jakiejś zawiei czy zamieci.. do jakiejś galerii po to zeby obejrzec.. noo zwykly szajs (czesto gnioty tytulowane np. "pejzaz miejski" - mala galeria ZPAF, albo jakies holgą zrobione krzaki i dorobioną do tego teorię - byla taka "wystawa" w Zamku Ujazdowskim w CSW ..) ; takich miejsc jak Yours Gallery w sensie pomieszczen, oswietlenia i doboru prac - powinny byc w W-wie dziesiątki!!

Awatar Krzysiek
Krzysiek

rouge napisał(a):
Najpierw mi się wydało trochę nieeleganckie, że ktoś na podstawie wpisu w cv od razu przeegzaminował delikwenta i wystawił mu cenzurkę. Zinterpretowałem to jako karmienie swojego ego cudzym kosztem. Ale po chwili zastanowienia, to może i lepiej, że tak się stało. Bo koleżka może z tego wyciągnie jakieś wnioski. Np. dotyczące odpowiedzialności za słowo albo... rozwinie swoje zainteresowania.

no właśnie. Odebrałeś to jako atak, łechtanie ego, a tym czasem nie w tym rzecz. Jeżeli osoba pisze, mi że zna pakiet office to ja się jej pytam - "czyli potrafi pan/pani przygotować szablony dokumentów, zaprojektować formularze czy przygotować korespondencję seryjną?" "Yyyy... myślę, że dam radę ale jeszcze tego nie robiłam/em". Każdy z nas umie uruchomić worda, napisać coś i zapisać tudzież wydrukować. Tak samo jak zrobić zdjęcie, bo zwolnienie migawki nie wymaga żadnego szkolenia. Mnie to nie wygląda na łechtanie ego ;-)

Wracając do definicji "fotoamator" to może to słowo ewaluowało i zmieniło znaczenie? Skoro dziennikarze "road map" tłumaczą jako "mapa drogowa" w znaczeniu planu działania mieszając przy tym innym w głowach, to może owe fotoamator oznacza osobę, która próbuje przebrnąć przez instrukcję obsługi i podręcznik NG? Coraz częściej słyszę określenie "pasjonat". Może to jest teraz właściwe słowo? A może semi-pro? Choć do tego określenia pretendują posiadacze zoomów ze stałym światłem f2.8.

* Road Map - Wolisz ogórek czy ogórka?

Awatar Krzysiek
Krzysiek

hobbes napisał(a):

Hmm.. ale to może Ty tak masz.. a nie że Internet i monitor to zło.. hmm? Ja powiem szczerze - wolę z muzą jakąś, w spokoju.. w pokoju, z kubem czegoś ciepłego, rozsiąść się wygodnie w fotelu i coś dobrego pooglądać w Necie.. niż przewalać się pośród

Yours Gallery owszem lubię. Zaglądałem też do Green Gallery i tam spotkałem odbitki Łapińskiego. To co facet wypocił w ciemni zrobiło na mnie wrażenie. Tego nie zobaczysz w sieci, bo zdjęcia do sieci trzeba przygotować - czyt. pogorszyć ich jakość, poprzez redukcję informacji czyli popularne wyostrzenie. Przeciętnie dobry obiektyw rysuje 50lini a ile pixeli na tym dystansie ma LCD (bo CRT wymarło)? Ale masz rację. Większość wystaw ma kiepską ekspozycję. Może zamiast narzekać, zacząć zwracać uwagę "kuratorom" tychże prezentacji. To takie polskie. Narzekać, że FIAT zły to tak. Ale pojechać do serwisu i zażądać poprawek to już hańba! ;-)

Ale powtórzę się. Bez względu na światło w sieci nie zobaczysz, nie poczujesz i nie zrozumiesz co to znaczy STYK z WIELKIEGO FORMATU!

PS. Kiedyś przy mnie w Empiku jakaś para oglądała zdjęcia Vacłava Vautha, vanta.. tego od promocji Leici i wygiętych aktów i ten album wałśnie oglądali. Zarejestrowane zdanie "o! zobacz jakie stare zdjęcia. czarno-białe"...

Awatar hobbes
hobbes

krzysiek napisał(a):
[..]
Wracając do definicji 'fotoamator' to może to słowo ewaluowało i zmieniło znaczenie? Skoro dziennikarze 'road map' tłumaczą jako 'mapa drogowa' w znaczeniu planu działania mieszając przy tym innym w głowach, to może owe fotoamator oznacza osobę, która próbuje przebrnąć przez instrukcję obsługi i podręcznik NG? Coraz częściej słyszę określenie 'pasjonat'. Może to jest teraz właściwe słowo? A może semi-pro? Choć do tego określenia pretendują posiadacze zoomów ze stałym światłem f2.8.


Anglosasi mają fajne określenie na użytkowników aparatów (w sensie że nie-fotoamatorów czy pasjonatów) - commodity users - czyli no właśnie użytkownicy. Oglądałem przedwczoraj "Tous Le Matins du Monde" ..mistrz St. Colombe rozwalił wiolę gambę o kominek młodemu Marinowi Marais ..ze słowami - to nie jest żadna muzyka, to tylko przedmiot! Film polecam, ciężko go dostać ale warto z piękną muzyką baroku francuskiego w wykonaniu Jordi Savalla.

EDIT: co do Internetu - jeśli wiesz, jak wygląda styk z 8x10" czy 4x5", miales w reku odbitke, wiesz co to znaczy, na czym to polega \-\- to i tak docenisz to co widzisz na ekranie, nie da się wszędzie BYĆ i dotknąć - nie da się pójść i przezyć wszystkich poranków świata face-to-face z ulubioną sztuką

Post był edytowany 2010-02-17 21:02:59

Awatar Krzysiek
Krzysiek

a co dopiero mieć w ręku ładnie podklejone na kartoniku styki z 6x9 z 1914roku... zdjęcia rodzinne. Masz rację. Ale trzeba powiedzieć innym, którzy tego nie robią, że warto chodzić na takie wystawy.

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.