Awatar implicite

Hierarchia

implicite 38

Panuje powszechna opinia, że fotografia analogowa przewyższa cyfrową ze względu na jakość zdjęcia. Lepsza plastyka, doskonalsze odwzorowanie barw i oferowana przez kliszę rozdzielczość, jaką dopiero teraz - z trudem - zaczynają posiadać aparaty cyfrowe. Mamy tedy obiektywną(?) wyższość analogu nad cyfrą, wyższość przekładającą się na jakość obrazu. Mówiąc analog, mam na myśli 35mm, bo już różnica między małym obrazkiem a średnim to kolejny skok jakościowy. I znowu: lepsza plastyka doskonalsze odwzorowanie barw... etc. Zatem znowu: obiektywna wyższość średniego nad małym. Ale jest jeszcze duży format i tutaj mamy to samo: lepsze to, lepsze tamto (wiadomo). I w ten sposób stworzyła nam się hierarchia jakości, przyjmowana na AT jako oczywista: cyfra, mały, średni, duży.
Niby wszystko OK, ale powyższe oczywistości pozostają w sferze abstrakcji, dopóki nie są wyrażane w sposób konkretny, a więc na papierze. Bo doprawdy, jeżeli zdjęcie robi się po to, żeby powiesić je w internecie, to wymagania te spełni choćby komórka i nie ma sensu inwestować w inny sprzęt. Skądinąd wiadomo, że AT to użytkownicy przeróżnych formatów, w tym również niestandardowych. Powodowany niepohamowaną ciekawością kończę wreszcie ten nieco przydługi wstęp i zadaję nurtujące mnie pytanie: czy i jak często wykorzystujecie w pełni możliwości oferowane Wam przez Wasze instrumenty? Innymi słowy (być może w ten sposób zdradzam, że moja ciekawość jest cokolwiek niezdrowa), czy znajdujecie uzasadnienie dla korzystania z Waszych niekiedy wyrafinowanych zabawek?

Post był edytowany 2009-11-20 16:18:21



Wstęp do wątpienia

Odpowiedzi 38

Awatar orwo
orwo

hehe, ja zapasowe karty trzymam w pudełku po filmie.

Awatar dadanmafak
dadanmafak

Henry - te iso 25 to bardziej groznie brzmi niz wyglada w rzeczywistosci. W kazdy jeden dzien mozna robic z reki - wychodzi f/2.8-4 i 1/125-1/60 przy zachmurzonym niebie. A jak swieci slonce to juz w ogole bezstresowo.

Awatar januszM
januszM

A ja to się w analogu zakochałem od pierwszego wejrzenia , dosłownie.
Tydzień temu minął mi rok, jak zacząłem robić zdjęcia.
To znaczy wcześniej był jakiś kompakt w domu, ale umiałem tylko na zielonym programie
wycelować w środek i nacisnąć migawkę, głownie to młodzież coś nim robiła.
Kupiłem sobie zeszłego listopada lustrzankę sony A300, nauczyłem się
na niej podstawowych rzeczy, co to jest przysłona, ISO, focus, że obiektyw można wymienić,itp. Potem poczytawszy różne fora testowałem zażarcie mydlenie obiektywów w rogach kadrów. Wtedy nawet nie bardzo zdawałem sobie sprawę, że ktoś w ogóle jeszcze fotografuje tradycyjnie, myślałem że to skończona sprawa, jak z czarno białymi telewizorami. No i tak przez dwa miesiące pstrykałem gigabajty zdjęć.
Jakoś na początku stycznia tego roku, pomyślałem, że można by pooglądać jakieś dobre zdjęcia. Pogooglałem, a wiadomo, że w wyszukiwarkach to zaraz na początku pojawia się Bresson. Popatrzyłem i zakochałem się, szczególnie w jednym zdjęciu.
Kobiety w długich czarnych sukniach na schodach, dzieci wychodzące z kościoła(na stronie magnum w Italy 1951).
Zacząłem drążyć temat, oglądać, zobaczyłem że analog, a zwłaszcza czarno biały to całkiem inna rzecz niż cyfra.
Ma w sobie coś czego do dzisiaj nie mogę dokładnie zdefiniować.
Kupiłem małą minoltę 5, koreks, skaner i powiększalnik. A300 w zasadzie od razu poszła w kąt. Ostatnio wziąłem ja na wakacje, ale parę zdjęć tylko zrobiłem.
Trzymam, bo może na jakieś rodzinne uroczystości się przyda.
Za wywoływaniem i skanowaniem filmów nie przepadam , ale odbitki to uwielbiam robić .
Nabyłem niedawno średni format, ale dalej lubię robić małym obrazkiem, pewnie jak kiedyś dorobię się LF, to będę lubił robić i małym i średnim i dużym.

Awatar DiakonFrost
DiakonFrost

A w sumie jeżeli chodzi o hierarchię to 35 mm do slajdów, bo mogę spokojnie machnąć (bez problemów technicznych) to na ścianę. Ale korci mnie średni format, ale biało-czarny (bo nic tak nie oddaje wyrazu) .... i twarze, fascynują mnie ludzkie twarze. Bruzdy, zmarszczki, zmęczenie, ułomności, idealna gładź uśmiechniętych buziek dzieciaczków.... itp itd.



www.racjonalista.pl
Awatar slepy_snajper
slepy_snajper

Otóż to. Głównie robię slajdy a cyfrę już w zasadzie sprzedałem i kupię drugą analogową puszkę. Mam rzutnik, starego diapola, i jak nim puszczam slajd na ścianę, to nic tego nie przebije. A po sprzedaży cyfry kupię dobrą puszkę i jeszcze na nowy, lepszy rzutnik zostanie. a jak zabraknie to coś wymyślę. nie muszę wszystkiego mieć od razu (zdjęć też to dotyczy dlatego nie muszę mieć cyfry). I jaka to przyjemność Nie wiem czy jakaś amatorska cyfrowa puszka da mi to co daje amatorska analogowa puszka z np. velvią w środku.

Awatar mariusz70
mariusz70

Specyficzne przejścia tonalne w fotografii analogowej są tym,co jednak odróżnia zdjęcia tworzone przez strumień elektronów, od obrazów światłem malowanych.
Fotografia analogowa staje się jedak coraz droższa w porównaniu do zdjęć cyfrowych. Inwestujesz w sprzęt cyfrowy, a dalej... tylko pstrykasz i pstrykasz... I tu dochodzimy do pewnego syndromu fotoamatora wychowanego na zdjęciach cyfrowych. Zadowolony pstrykacz, zachwycony, że ma megapamięć, pstryka na lewo i prawo dziesiątki, setki zdjęć... Ktoś powie - ale potem wybierze te udane. To fakt, ale robiąc to nie ma wyrobionej świadomości, jak właściwie powstaje obraz, zdjęcie. Niektórzy forumowicze piszą, że zdjęcia analogami robią z pasji - dla czystej przyjemności. Też do nich należę. To sentyment do czasów kiedy na codzień pstrykalismy tylko takimi aparatami. Aparat analogowy zmusza do zastanowienia się, nad nastawami, kompozycją i... celowością wykonania takiego zdjęcia - wszak w kasecie jest tylko 36 klatek, a nie setki megabajtów pamięci. W fotografii amalogowej mam większy wpływ na powstawane obrazy, bo sam je tworzę i wywołuję (niestety coraz rzadziej). W jakim procencie wykorzystuję możliwości filmowej lustrzanki? Trudno to określić liczbą, ale mając Prakticę MTL 50 jedynie ze wskazówkowym światłomierzem,i markowy film (nie musi być najdroższy)tworzę coś co nie ma znamion syntetycznego obrazu, a ewentualne błędy nadają całości specyficzny i niepodważalny klimat. Bo nie zawsze chodzi o to, żeby tworzyć kadry o rozdzielczości bilboardów...

Post był edytowany 2009-11-20 23:43:09

Awatar slepy_snajper
slepy_snajper

Zawsze się będę spierał ze stwierdzeniem, że cyfra jest tańsza niż analog. Może dlatego, że miałem matematykę 6 godzin w tygodniu w liceum i mitem jest też to, że cyfrą się pstryka za darmo i bez konsekwencji. Tam też jest mechanika, która się zużywa i nie jest wieczna. mnie moja amatorska cyfra z obiektywem kosztowała 3500 zł (była w promocji i liczę ceny netto). za amatorskiego analoga z obiektywem dałem 1600 zł. Różnica między cyfrą a analogiem wyniosła zatem 1900 zł. Zanim tę różnicę wypstrykam, to moja cyfra będzie starym szmelcem.

Awatar mariusz70
mariusz70

Ale koszty fotografii, to nie tylko wartość amortyzacji sprzętu. Mechanika zużywa się wszędzie.. Przy fotografii analogowej trzeba jednak doliczyć wydatki na filmy, chemię, papier fotograficzny lub koszt laborki. I czy w stym zestawieniu pozytyw wykonany z cyfry będzie droższy od kosztu całego procesu chemicznego potrzebnego do wywołania tradycyjnego negatywu, a potem pozytywów?

Awatar viper1986
viper1986

Moja przygoda rozpoczęła się od zakupu Zenita ET. Na początku robiłem nim tylko kolorowe negatywy, oddawałem do labu z prośbą o zeskanowanie - bardzo rzadko prosiłem o zrobienie odbitki. Sens robienia zdjęć analogiem odkryłem wtedy, gdy po raz pierwszy własnoręczne wywołałem film. Przez kilka dni nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się na prawdę: naciskamy spust, światło tworzy obraz na kawałku "plastykowej taśmy" Magia! Dziś gdy zasiadam w ciemni i patrzę jak biała kartka zamienia się w obraz mam świadomość, że to w pełni moje dzieło: od wybrania rodzaju negatywu, naświetlenia go ustawiając starannie każdy parametr, wywołania negatywu, a w etapie końcowym zapalenia światła w powiększalniku i patrzenia na papierową odbitkę susząca się na szybie.. tego żadna, choćby i najlepiej skonstruowana lustrzanka cyfrowa nie zastąpi!

Awatar rbit9n
rbit9n

wyciskam cytrynę w 99,9% gdyż w młodości na bodybuilding chodziłem i nieco krzepy jeszcze mnie zostało w łapach.

Awatar romek
romek

ja wyciskam pryszcze z malego obrazka.

Awatar slepy_snajper
slepy_snajper

mariusz70 napisał(a):
Ale koszty fotografii, to nie tylko wartość amortyzacji sprzętu. Mechanika zużywa się wszędzie.. Przy fotografii analogowej trzeba jednak doliczyć wydatki na filmy, chemię, papier fotograficzny lub koszt laborki. I czy w stym zestawieniu pozytyw wykonany z cyfry będzie droższy od kosztu całego procesu chemicznego potrzebnego do wywołania tradycyjnego negatywu, a potem pozytywów?


To już są zmienne, które w zależności od potrzeb mogą się bardzo róznić. Dlatego opiszę swój przypadek.

Zastanawiałem się nie raz ile musiałbym zrobić rolek, wydać na wywołanie i zrobienie odbitek - co w cyfrze też kosztuje - żeby osiągnąć to moje 1900 zł.
Wywołanie filmu w labie w c41 kosztuje 5 zł a e6 od 8 do 20. Ile bym musiał robić slajdu, który jest droższy ? zakup rolki z wywołaniem to w droższej opcji = 37 zł. W moim przypadku to jest około 50 rolek. Żeby wyrównać różnicę w kosztach zakupu. Czyli 1800 klatek. mi się w roku udało zrobić nie więcej niż 5 rolek slajdu. a razem z negatywami kolorowymi i b&w może 12 filmów. Czyli jeden na miesiąc, czyli 1 zdjęcie dziennie.
W moim przypadku więc zakup lustra cyfrowego zwróciłby się gdzieś pewnie po kilku latach. To pewnie bym z raz w tym czasie wymienił puszkę. Co tylko pogłębiłoby różnicę na korzyść analoga (wiem to tylko gdybanie z tą wymianą). Ale tak wynika z moich obserwacji: większość ludzi, których poznałem od czasu kiedy zacząłem robić zdjęcia, przynajmniej raz wymieniła już swoje cyfrówki no nowe. Mimo, iż wyrażają pogląd, że to nie aparat robi zdjęcia. Z jakichś przyczyn wymienili ;-) Nie kupili lepszych szkieł tylko puszki. ciekawe, no nie ? ale to inny temat. Daje to jednak do zastanowienia.

Aparaty analogowe i cyfrowe się zużywają. pozostaje naprawa bądź wymiana. i to znowu przy ewentualnej wymianie robi się róznica idąca w wiele setek złotych nawet jeśli wymieniłbym na używany. Ale przechowywanie też kosztuje, dyski, pendrivy, karty pamięci.. to idzie w setki złotych, przy których koszty zakupu ramek, pudełek czy pergaminów są pomijalne. No chyba, że ktoś robi tyle zdjęć cyfrą co ja zrobiłem, czyli tyle co nic. Myślę więc, że szeroko pojęty koszt użytkowania aparatów jest porównywalny.

Miałem najpierw cyfrową lustrzankę zanim kupiłem analoga więc nie wchodzi tu w grę racjonalizowanie nieposiadania cyfry.

To co może czynić fotografię analogową drogą, jest to co nazywamy ucyfrowieniem. To znaczy np. chęć prezentacji jej w internecie. Dochodzi koszt zakupu skanera. Można zlecać skanowanie, ale na dłuższą metę to się nie opłaca. Można się wspierać znajomymi, ale to ogranicza swobodę itp. Obie formy mają swoje plusy i minusy. Posmakowałem obu. Cyfra stała się uzupełnieniem do analoga. Ale już nie lustro tylko kompakt.

Awatar aGrafek
aGrafek

jzl napisał(a): Bo doprawdy, jeżeli zdjęcie robi się po to, żeby powiesić je w internecie, to wymagania te spełni choćby komórka i nie ma sensu inwestować w inny sprzęt.


Nie mam w domu miejsca na powiększalnik + zabawy z chemią więc rozumiem że mam sprzedać cały sprzęt i kupić komórkę ? I że niby ta komórka da mi te same efekty co zeskanowany analog 35mm, 6x7 czy 4x5" ?

A co do tej powszechnej opinii o analogu... Nie mam zbyt wiele lat ale zdążyłem zauważyć że pod tym względem akurat środowisko jest podzielone. Jedni za analogiem drudzy za cyfrą. Jedyne co tu jest bez sensu to tematy takie jak ten które prędzej czy później podzielą to forum. Póki co AT ma bardzo miłą / przyjazną atmosferę.

Jak widać nie wszystkim to odpowiada.

Awatar slepy_snajper
slepy_snajper

aGrafek napisał(a):
A co do tej powszechnej opinii o analogu... Nie mam zbyt wiele lat ale zdążyłem zauważyć że pod tym względem akurat środowisko jest podzielone. Jedni za analogiem drudzy za cyfrą. Jedyne co tu jest bez sensu to tematy takie jak ten które prędzej czy później podzielą to forum. Póki co AT ma bardzo miłą / przyjazną atmosferę.

Jak widać nie wszystkim to odpowiada.


Luźne tematy na rozruszanie wrzucane przez kolegę jzl nie podzielą nas. Może dlatego, że róznice zdań są dla nas normalnością, nie prowadzącą do bezsensownych wojen. Pozostają tylko róznicą zdań i to wszystko. Pogadać więc można o wszystkim i poznać inny punkt widzenia, a to jest cenne.

Awatar hobbes
hobbes

Ja wyciskam 35mm i 6x6, właśnie zanabyłem cysternę Variospeeda, wywrotkę ATM49, miłej zimy

ps.
poza tym dyskusja byłaby "zdrowsza" gdyby nie sugerować w niej oceny kolegów i koleżanek ..robisz sobie odbitki, to sobie rup! Inni nie robią to niech se NIE robią..może mają uczulenie? a może płytkie kieszenie? a może są leniwi - to takie nieludzkie? Jeden lubi wyciskac pryszcze z 35mm inny modlic sie nad 8x10 .. Co jednego z drugim to boli? Więcej tolerancji, więcej dystansu, po co te spinki?

Post był edytowany 2009-11-21 11:51:26

Awatar bolas
bolas

jzl napisał(a)...)czy i jak często wykorzystujecie w pełni możliwości oferowane Wam przez Wasze instrumenty? Innymi słowy (być może w ten sposób zdradzam, że moja ciekawość jest cokolwiek niezdrowa), czy znajdujecie uzasadnienie dla korzystania z Waszych niekiedy wyrafinowanych zabawek?


Obawiam się, że z obecnym poziomem umiejętności jeszcze nigdy mi się nie udało wykorzystać 100% możliwości oferowanych przez którykolwiek z posiadanych aparatów. Do większości nie mam wszystkich akcesoriów, co już znacząco kaleczy moje możliwości ich wyciskania. Do tego zaledwie kilkunastomiesięczna praktyka, co w praktyce oznacza ileś tam filmów. Raczej w tej chwili to nie ja wyciskam sok z tych aparatów, tylko one siódme poty ze mnie

Jak uzasadnić korzystanie z tych dziwolągów ? Cóż przede wszystkim to wielka przyjemność. W tym pozornym użeraniu się z ograniczeniami, trudnościami w porównaniu do możliwość współczesnej techniki można odnaleźć źródło fascynacji. Do tego bardzo inspirujące są doskonałe efekty pracy innych ludzi, które można znaleźć np. w naszej galerii, które wręcz nakręcają człowieka do dalszej pracy nad sobą. W tym całym potoku zdjęć i pstryków jaki produkuje, jak czasem z rzadka uda mi się jedno zdjęcie które mnie cieszy i jeszcze ktoś to pochwali w sieci od razu serce rośnie i aż chcę się to stare pudło ucałować. Dla mnie to taka mieszanka - po pierwsze fascynacji fotografią, którą zawsze wykazywałem z zainteresowaniem dawną techniką, starymi czasami.

Zaś jeżeli o same zdjecia chodzi, to preferuje te tradycyjne pudełka głównie dlatego, że odnoszę wrażenie że to faktycznie ja robię każde zdjęcie - pierw wybierajac film, aparat, później kadr, ustawiajaąc wszystko, dalej to wywołując i docelowo niebawem robiąc odbitki. Wszystko samemu, aparat jest tylko narzędziem.



Łódź okiem przechodnia
Awatar Gata
Gata

podejrzewam, że nie da się zdefiniować czym jest to 100-procentowe wyciśnięcie wszystkiego z aparatu czy jest jakiś wzór takiej doskonałości? dla każdego te sto procent będzie czymś zupełnie innym. Bo o co chodzi? o jakość obrazu, czy o to co będzie na tym obrazku, czy jak to zostanie przedstawione? Długo by dyskutować

Awatar apate
apate

Na 35 lat fotografowania - około 30 lat fotografowałem analogowo jak to się dziwnie określa, głównie mały obrazek b&w i siedzenie w łazience z powiększalnikiem, czasem slajd. Od kilku lat cyfra i jak widać dualizm mi nie przeszkadza, odkrywam LF i lubię go za zupełny spokój, możliwości ruchu obiektywu i plastykę obrazu. Powiększalnik od 4 lat czeka, może na najprostsze stykówki z 4x5 albo na powrót do starych zabaw.
Skanowanie negatywu 4x5 i dalsza praca z plikiem w komputerze - co jak uważam odpowiada temu co robiłem z palcami i gradacjami pod powiększalnikiem. Drukarka fotograficzna zastąpiła kuwety (chwilowo lub na stałe).

Ta przysłowiowa "walka" cyfra/analog moim zdaniem nie ma szczególnego sensu Ważne aby robić to co się lubi a jeśli jeszcze komuś się to spodoba, to już zupełnie dobrze.



Apate
Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.