Zenit12xp, Jupiter, HL - niepatologiczna bo przed upływem terminu - cyknięte w 1988r. Myślę, że przez przypadek uwieczniłem ojca, który naprawia wózek na zdjęciu Daada. Wiek modela by się zgadzał i miasto... Jakoś nie mogłem się powstrzymać, kiedy zajrzałem. Przepraszam.
Komentarze 6
Zdjęcie wartościowe, chociażby z powodu ukazania wózka parasolki.
Ileż to razy go przeklinałem wożąc nim córkę.
Nie przeklinałem samego wożenia, tylko konstruktora wózka.
Wózek był dobry, bo żywcem skopiowany z najlepszych kapitalistycznych wzorców. Niestety, ale się sam składał przy każdym przejściu przez jezdnię. Jak zawiesiło się siatkę z zakupami, wózek przewracał się razem z dzieckiem i kartkowymi zdobyczami. Do tego urywały się kółka, bo chodniki były koszmarnie nierówne, krawężniki do połowy łydek... No, ale w sklepie prywatnym (sic!) można było dokupić nowe kółka. Tymi ręcami sam żem zakładał!
Nie przeklinałem samego wożenia, tylko konstruktora wózka.
Ciekawe, że sprzedano miliony tych wózków. Może to nie wina Maclarena, tylko miałeś kiepską podróbkę :-)
Ileż to razy go przeklinałem wożąc nim córkę.
Nie przeklinałem samego wożenia, tylko konstruktora wózka.
Ten dzieciak w wózku po prawie trzydziestu latach (moje zdj jest zrobione w Warszawie w 1988roku) jest tym ojcem, który wozi swoje dziecko w wózku, który też się rozpada. Fatum? Determinizm? Dziedziczenie kłopotów?
Taki żart miał być.
Ale wyszło jak zawsze...