Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 21
I można się cieszyć!
Ja cieszę się Zenitem-18 z Zenitarem 1,7/50mm 😀
Racja. Ale Zenity polaryzują stanowiska. Nie wiedzieć czemu. Ja przynajmniej nie wiem. A inni są przekonani, że wiedzą najlepiej. Dlatego dajmy spokój Zenitom.
I można się cieszyć!
Ja cieszę się Zenitem-18 z Zenitarem 1,7/50mm 😀
Ja mam Pentaxy, Pentaxy, później mam Pentaxy zaraz za nimi mam Ricohy i trzy Zenity (bardziej do śmiechu-to prawda). Później mieszkowce - od 6x4,5 do 9x12 i dwie cyfry, też Pentaxy. Pentaxy są najlepsze, ale tracą w zetknięciu z folderem reklamowym Nikona czy Canona. Taki los.
Pentax SuperProgram z Motorem i lampą Sigma, Obiektyw SMC PentaxA f/1,4.
I można się cieszyć.
Dajmy już spokój Zenitom!
Ps. Twój egzemplarz jest świetny.
Ps1. Ale też w 100 procentach zgadzam się z Rafałem, Pentaxa miałem jednego niestety padł, ale był to najlepszy aparat analogowy dla mnie jaki miałem, chodzi o przyjemność obsługi, a piszę o ME Super.
Ja na to nie trafiłem. Mój Zenit był \\\"w reżymie\\\" po serwisie \\\"maszintropriborg\\\" czy jakoś tak. Nic nie miało prawa się zepsuć. Niektóre egzemplarze miały karteczki z nazwiskiem technika-kontrolera. Gdy aparat kupowało się na targowisku, bez gwarancji, to być może nie ma się co spodziewać by działał. W swoim czasie Zenit nie wyróżniał się aż tak bardzo na minus, wiele firm miało w ofercie korpusy z krótką drabinką czasów. Przez moment to chyba nawet wszystkie. Moja 11 klepie roletami od 1987 roku (i to u dwóch właścicieli) do dziś i nigdy nic jej nie było.
To nie sentyment. To doświadczenie. Pozytywne. Ale rozumiem wszystkich, którzy stanęli bezradnie z Zenitem w ręku i nie zrobili zdjęcia. To znaczy, że nie przeczytali instrukcji, albo coś się urajblowało w aparacie. Tylko czy to wina sprzętu? Prawdą jest, że widziałem Zenity, w Pruszkowie, w FOTO-OPTYCE z których wyciekał smar. Ale jakimś cudem do Polski dotarły aparaty w wersji syberyjskiej.
To komunistyczny cyrk spowodował, że te sprzęty mają opinię fatalnych.
Bo 90% produkcji taka była. Nie staram się dorobić im lepszej opinii, ale ...
Dodam coś jeszcze: moje ulubione korpusy (body) to Pentaxy i Ricohy, później średnioformatowe Zeissy i Zenity (te prostackie). Wdowiak, wspomniany, mówił, że jeśli komuś Zenit rozpada się w ręku, to znaczy, że się na fotografa nie nadaje.
Fotografował Minoltą i Nikonem na sam koniec.
Nie polecam Zenita.
Czułem jakbym kręcił śrubą w imadle i wierzyłem, że ten sprzęt jest na wieki. To nic, że podczas kręcenia opór był tak duży, że obiektyw wykręcał się z korpusu. Albo dźwignia naciągu, chodziła jak nienaoliwiony most zwodzony.
Z tego co piszesz wynika, że Zenita nigdy w rękach nie miałeś.
Z tego co piszesz wynika, że nigdy nie miałeś w rękach Pentaxa.
Nie polecam Zenita.
Czułem jakbym kręcił śrubą w imadle i wierzyłem, że ten sprzęt jest na wieki. To nic, że podczas kręcenia opór był tak duży, że obiektyw wykręcał się z korpusu. Albo dźwignia naciągu, chodziła jak nienaoliwiony most zwodzony.
Z tego co piszesz wynika, że Zenita nigdy w rękach nie miałeś.
Zawiódł mnie od razu, a pentax nigdy. Ale przy wyborze aparatu nie kierujemy się tylko jego bezawaryjnością. Pierwszymi pierścieniami przysłony i ostrości w obiektywie, którymi kręciłem, były te w heliosie. Podobało mi się nawet, czułem jakbym kręcił śrubą w imadle i wierzyłem, że ten sprzęt jest na wieki. To nic, że podczas kręcenia opór był tak duży, że obiektyw wykręcał się z korpusu. Albo dźwignia naciągu, chodziła jak nienaoliwiony most zwodzony. Zdałem sobie z tego sprawę gdy wpadł mi w ręce pentax.
Rozumiem, z sentymentu można i Zenitem fotografować.
Podejrzewam, że i dziś wielu z was dałoby sobie rękę obciąć za taki obiektyw jak Yasma... Odpowiednik z Japonii to koszt luksusowego samochodu. Takie były czasy.
Zenity były używane, i nikt nie wybrzydzał. Wiadomo Practica lepsza, ale... ich po prostu nie było.
Miałem heliosa i jupitera 135, były to całkiem przyzwoite obiektywy.
Było kilka opisanych jako \"Oczeń charoszyje\". Były z bagnetem do Nikona, Minolty, i jeszcze tam czegoś, różniły się liczbą blaszek w przysłonie, odległością filtra od przedniej soczewki, grawerunkiem, metodą malowania, hartowania aluminium, dużo tego było.
Z tym Zenitem ciekawa historia. Kiedyś (gdy kupiłem Pentaxa Spotmatic\\\'a) postanowiłem Zenita sprzedać na giełdzie. I zrobiłem to, ale papiery zostały w domu. Po latach zapragnąłem mieć znów Zenita 11, kupiłem więc takiego na Allegro.
I okazało się, że kupiłem dokładnie tego, którego naście lat temu sprzedałem.
Wiadomo, teraz zostanie ze mną ta 11 do końca. Albo jej, albo mojego.
Wysłałeś Zenka w świat i okazało się, że nikt go tam nie chce. Więc litościwie wziąłeś go pod skrzydło i będziesz utrzymywał do samego końca. W końcu to dobry, wyjątkowy chłopak, tylko gapa.
I okazało się, że kupiłem dokładnie tego, którego naście lat temu sprzedałem.
Wiadomo, teraz zostanie ze mną ta 11 do końca. Albo jej, albo mojego.