pojedynek (wcześniejszy od poprzedniego)
Salamanca, wrzesień 2010, aparat: Start 66, obiektyw Emitar 1:3.5/75, z ręki, czas 1/125 sek., f5.6, ISO 100 (Ilford Delta 100) wywołanie i skan negatywu: Zakład Fotograficzny, opracowanie obrazu: obróbka własna.
Komentarze 8
Zawsze warto jakiegoś dalmierza trzymać w kieszeni/plecaku/na pasku dla potrzeb planu zdjęciowego.
nie w kieszeni - a w plecaku, albo na sznureczku, na szyi
A noszenie tegoż - "wymuszone" przez Przyjaciół - powoduje, że straciłem "pewność" w ocenie światła "na oko". Przypuszczam, że znakomita większość z nas - zwłaszcza tych, którzy nigdy nie próbowali ustawiać czasu i przysłony "na oko" - czuje podświadomy lęk przed tego typu działaniami.
Przypuszczam również - skąd się ten lęk bierze, ale nie będę tego przypuszczenia upubliczniał. Natomiast - jeśli wyjazd na Rzepkę - dojdzie do skutku, chętnie się nim podzielę przy jakimś napoju
Oj fajne, jednak Grzegorzu, zbyt wiele pyłków jak na Ciebie...
ps.
Gdyby ta sympatyczna modelka trzymała jakiś analogowy dalmierz...
Nie mam - w domu - wersji dygitalizowanej przeze mnie... Chciałem zdążyć z limitem
Zdjęcie robione na początku mojej "recydywy" tradycyjnej, pierwszy raz miałem za granicą TLR, bez światłomierza i nawet - bez weryfikacji nastaw z aparatu cyfrowego (bo - jak widać na zdjęciu - był w użyciu)...
ps.
Gdyby ta sympatyczna modelka trzymała jakiś analogowy dalmierz...