Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 5
Największe były wyprawy na noc,nad Wisłę.Namiot-jedynka,z folią zamiast tropiku,koce na bagażniku.Materace dmuchane na siedzeniu.Wędki(bambusy ze szczytówkami z włókna szklanego)przytroczone z boku.Na kierowniku torby z przynętami.Na baku i kolanach Ojca kolejna torba z wędkarskim osprzętem,a z tyłu ja i plecak z prowiantem i zapasowymi,ciepłymi ciuchami.A ta maszynka jakoś to wszystko ciągnęła 40 km/h.Nie daleko w sumie,jakieś 30 kilka kilometrów i większość po asfalcie,ale jednak sporo,jak na trzy i pół konia mechanicznego w silniczku.Na nadwiślańskich piachach i błotach targałem plecak pieszo,co prawda,ale frajda dla trzynasto-czternastolatka była niesamowita.A i dobrego miejsca do założenia biwaku i rozstawienia wędek nigdy nie brakowało.Nie to co teraz,chociaż jakieś marne cztery kółka posiadam.Simsonkiem wszędzie się dało wjechać i zawsze był na oku,bez nerwów,że jakaś,miejscowa a częściej obca,szuja narobi bałaganu.Przyjemne wspomnienia.Niestety nie ma simsonka,tak samo jak brzegu,po którym jeździł.Czas i rzeka zrobiły swoje.