Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 8
Solina służy do pływania po Solinie.
W zasadzie trochę racji Masz. Skrzat projektował to na zalew.
Ostrów.
Lipowy Ostrów, przez nas nazywana Lipową. Najładniejsza i najdziksza to Czaplak.
Na Jezioraku zbudowaliśmy obóz na tej wysepce vis-a-vis Siemian, i pozostaliśmy tam 2 tygodnie.
Ostrów. Już wiem dlaczego spać nie mogę - przez harcerzy.
Z Jezioraka to mam poważne wspomnienia :-).
Ja podobnie! Tyle że z Gdańsk na Jeziorak Orionem przepłynęliśmy bez silnika (nie licząc silnika YaMacha), w tą i z powrotem. No ale nasz Orionek miał dorobionego spinakera na kiju od miotły:-).
Ciągnęły nas pchacze i ta biała żegluga co pływała od Elbląga (za flaszkę wódki). Trochę to było niebezpieczne, bo raz taki pchacz po wejściu na mieliznę zaczął gwałtownie cofać. Z tyłu miał podwieszone dwie jebitne kotwice, no a za tymi kotwicami nasz Orionek płynący na holu siłą inercji do przodu ...
Mój pierwszy wyjazdowy wodny harcerski obóz był na Jezioraku w 1986r. Moja szkolna drużyna harcerska (TBO Con. Gdańsk) posiadała dwie Omegi i jednego... qrTHE, zapomniałem co to było, takie małe mieczowo-balastowe kabinowe słodkowodne 14 m2 żagielka w podstawie + Wicher do pomocy.
No i myśmy na tym sprzęcie przypłynęli organoleptycznie z gdańskich Rudników (gdzie stacjonowaliśmy na codzień) na Jeziorak. Płynęliśmy dwie doby, krótki nocleg w Elblągu (statki na kółkach w nocy nie jeździły). W kanałach ciągnął całą trójkę Wicher, i dał radę. Podróż przez kanały i rzeczki była fascynująca, ale uciążliwa.
Gdy tylko wpłynęliśmy na pierwsze jezioro "po drodze" byliśmy śnięci jak 3-dniowe rybki. Więc żeby nas ocucić, kadra (na każdej łódce kapitanem był czwarto-lub-piąto-klasista, my byliśmy świeżo upieczonymi drugoklasistami) wyrzuciła nas za burtę na środku jeziora i wskazali m-ce na brzegu około 0,5 km od m-ca zdarzenia, gdzie będą na nas czekać. No i se popłynęli. Żadnego sprzętu ratunkowego nie pozostawiono do naszej dyspozycji. Ocuciliśmy się wspaniale i wszyscy mile wspominają. Wyobrażacie sobie coś takiego dzisiaj?...
Na Jezioraku zbudowaliśmy obóz na tej wysepce vis-a-vis Siemian, i pozostaliśmy tam 2 tygodnie. Potem podmiana. Ostatnia, czwarta ruta, sprowadziła nasze pływadełka z powrotem do Gdańska. Było pięknie...
A potem to już zdradziłem całkowicie żeglarstwo szuwarowo-bagienne, przeszedłem do CWMiW Gdynia i... tak mi już zostało na stałe ;-).