Lew z Ustki
Mój wierny Olympus mju zoom 70. Tego dnia nad polskim morzem powietrze było niezwykle wilgotne a nad spokojnym Bałtykiem unosiła się ciężka, leniwa mgła. Wyjechałem z Częstochowy tusz przed północą by po 11 gdozinach wysiąść z autokaru w Ustce. Był 1 maja, na nocleg nie było co liczyć więc po całym dniu spędzonym w porcie i na plaży, wieczorem znowu wsiadłem do autokaru by po kolejnych 11 godzinach wrócić do domu. Podróż w dwie strony zajęła mi ponad 22 godziny. W Ustce spedziłem około ośmiu. To był chyba mój ostatni samotny wypad fotograficzny. Później już nigdy nie miałem na to czasu. Ech... miło powspominac...
Komentarze 4