Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 26
obecnej mody na unifikację i szum.
Trafnie to ująleś.
Ujęcie?Mówi się tu o ustawieniach, udawaniu, przesuwaniu. Jak się biegnie w mundurze, z aparatem w ręku, dookoła huk, dym i (na szczęście ślepe) wystrzały, a na łeb sypie się ziemia z pirotechniki - nie ma czasu na ustawianie, myślenie. Jest moment, jest strzał, się uda, albo się nie uda. I to właśnie lubię w rekonstrukcjach historycznych. Nie sztuczną krew, udawane cierpienie, swastyki czy sierpy czy orły jak tu czasami "politycznie" wjeżdżają pacyfiści :-).
Z pozdrowieniami dla użyszkodników forum
Pacyfista Bazia znad Morza Bałtyckiego
jasne, że jest niemożliwe. Wielokrotnie o tym myślałam podczas rekonstrukcji - bo tak jak pisze bazia, mamy mundury (nie do końca wygodne), tarzamy się w piachu, w huku wybuchów, ale nasze życie nie jest zagrożone. Podczas prawdziwej wojny dochodzi jeszcze paraliżujący strach i świadomość, że każda sekunda może być Twoją ostatnią. Szczerze mówiąc, nie jestem nawet w stanie sobie tego wyobrazić - żyjemy w łatwym, bezpiecznym świecie. Polecam zapoznanie się z historią powstania zdjęć Roberta Capy na plaży Omaha w Normandii, albo z relacjami korespondentów z wyzwalania obozów (skutkującymi zaburzeniami psychicznymi nękającymi ich do końca życia). Oczywiście, że my tego nie doświadczymy w pełni i bardzo się z tego cieszę, bo to nie jest nic czego powinno się zazdrościć. Ale staramy się jak najbardziej zbliżyć do realiów i uwierzcie mi, nie dla zabawy (choć niestety są niechlubne wyjątki paprające wszystkim opinie) a dla lepszego zrozumienia. Dobrze zrobiona rekonstrukcja ma za zadanie wstrząsnąć widzem - nie pokazać jak było fajnie na wojnie i jak chłopaki się bawiły (bo tak nie było), tylko pokazać potworność wojny. Zdarzyło mi się widzieć parę naprawdę dobrych rekonstrukcji, na których byłam bliska płaczu nad kolegą leżącym w kałuży (przecież sztucznej) krwi i nie było to dla mnie odpustową rozrywką a refleksją na temat przeszłości i przeżyć mojego dziadka. Oby więcej takich prawdziwych rekonstrukcji.
A jeszcze w temacie fotografii - to zdjęcie udowadnia słynne zdanie wspomnianego wcześniej Roberta Capy - "jeśli nie udało ci się zrobić dobrej fotografii, to znaczy, że nie podszedłeś dostatecznie blisko". Tu się udało. Ja dopiero po jakimś czasie zaczęłam wprowadzać tą zasadę w życie - wcześniej moje zdjęcia były nijakie i nieprawdziwe, bo byłam z boku. Trzeba wejść w akcję, wspólnie z "żołnierzami" siedzieć w okopie, kadrować z niskiej perspektywy, pospiesznie aby uzyskać taki prawdziwy efekt. Część klatek się zmarnuje, ale czy to nie jest cechą charakterystyczną reportażu?