Jimmy
jakis czas temu przyszlo mi spedzic dlugi weekend na koncu swiata,. Kiedy moi towarzysze podrozy postanowili sie wspinac ja udalam sie na spacer. Spotkalam jednego czlowieka, ktory akurat przyjechal nakarmic owce-karmi je dlatego, ze sa wsrod nich jeszcze male owieczki. Pokonywal on gory w ekspresowym tempie, szkoda, ze ja w moich butach fitness nie wzielam tego pod uwage, ze Jimmy urodzil sie w gorach a ja nie :) Poszlam tam gdzie nie powinnam, za daleko i za wysoko. Nie spotkalam nikogo, kto by sie mogl postukac w czolo i mnie zawrocic. Z pewnoscia Najwyzszy mial na mnie oko.
Komentarze 25
Na co dzień mam do czynienia z jednymi i drugimi - ze zwierzętami lepiej mi się dogadać, a z ludźmi uwielbiam rozmawiać...
Bo zwierzęta (wyłączając dzikie, w naszym środowisku raczej niedostępne dla przeciętnego obywatela) są uległe i służalcze wobec człowieka. Łatwo kochać coś takiego.
Bo zwierzęta (wyłączając dzikie, w naszym środowisku raczej niedostępne dla przeciętnego obywatela) są uległe i służalcze wobec człowieka. Łatwo kochać coś takiego.
Wręcz przeciwnie.
Miłość... nadużywa się tego terminu, przez co można kochać dosłownie wszystko...
Miłość... nadużywa się tego terminu, przez co można kochać dosłownie wszystko...
Dobra, dobra, sam zaczełeś o miłości do zwierząt. Dla mnie to też trochę dziwne zaburzenie osobowości.
Dobry portret, bo otoczenie świetnie dopowiada o człowieku
dla mnie spotkanie tego czlowieka gdzie nie bylo doslownie nic na przestrzeni kilku kilometrow a najblizsza miejscowosc z bankiem znajdowala sie kilkadziesiat kilometrow od miejsca gdzie sie wtedy znajdowalam bylo niesamowite. Jimmy wywarl na mnie pozytywne wrazenie podczas konwersacji, usmiechniety, mily, sluzyl porada a mial bardzo specyficzny akcent. Tylko dzieki mojemu obcowaniu z farmerami w pracy moglam go zrozumiec. Psy nie wydawalay sie byc chore czy nieszczesliwe, nigdy nie widzialam psow pasterskich w pracy a dzialaly bardzo sprawnie, bo ani jedna owieczka Jimmiego nie zostala w okolicy poza terenem ich karmienia. Troche dzikie te pieski bo nie wiedzialy co ze mna zrobic, probowlay mnie zagonic do stada, nie udalo sie ale stawaly mi z aplecami i obwachiwaly z daleka, kiedy sie schylilam, zeby zawiazac buta widzialam jak odskoczyly
Edyta- tam gdzie sie znalazlam zycie nie jest proste i nie wymagam aby Jimmy czesal swoje pieski czy tez biegal z nimi do weterynarza bo zlapaly cos na ogonach ( nie wiaodmo co to w ogole jest-moze sobie obgryzaja ogonki), podziwiam czlowieka bo biegal po gorach z pieskami i nawolywal owce a to byla niedziela i ja mieszczuch zorientowalam sie, ze farmer latwego zycia nie ma, zwierze nakarmic trzeba bez wzgledu na pore roku, dzien tygodnia czy tez warunki atmosferyczne.