Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 22
Marta, niech będą Warszawy, Syrenki i Mikrusy. Aby bez szyldów i tych idiotycznych parasoli.
Te szyldy też sie będzie dobrze czytała - za lilkadziesiąt lat.
Natomiast dla idiotycznych parasoli trudno znaleźć mi uzasadnienie...
Celuje w tym Kraków. Na Rynku tylko parasole widać wokół.
Marta, niech będą Warszawy, Syrenki i Mikrusy. Aby bez szyldów i tych idiotycznych parasoli.
Te szyldy też się będzie dobrze czytało - za kilkadziesiąt lat.
Natomiast dla idiotycznych parasoli trudno znaleźć mi uzasadnienie...
(Edyta ortograficzna)
Pomyślności
Za jakieś czterdzieści lat nie bedzie przeszkadzał ani ten słup, ani ta furgonetka.
Tak jak po czterdziestu latach nie przeszkadzają samochody na zamojskim rynku ani wszechobecne szczekaczki:
Nie jestem pewny, my to odbieramy chyba jednak inaczej, jest duża różnica, to niemal dwie różne epoki. ...
W ciagu czterdziestu lat zaliczymy kolejne (ze dwie-trzy, biorąc pod uwagę ogólne przyspieszenie) i wtedy te dzisiejsze oglądać się będzie z nutką nostalgii.
Ale i tak nikt nie zwrócił uwagi na jeden szczegół. Ta stolica Powiśla nie posiada trakcji elektrycznej, jutro zamieszczę zdjęcie peronu.
A patrz Pan, rzeczywiście
Nie jestem pewny, my to odbieramy chyba jednak inaczej, jest duża różnica, to niemal dwie różne epoki. I powiem, że tamta jest dla mnie bardziej smakowita (pewnie dlatego, że z perspektywy). Ta zgrzebność tamtych czasów ma swój urok. Zwłaszcza w b&w (inna rzecz, że sama była b&w : ).
Rzeczywiście coś w tym jest, ja też to tak postrzegam.
Co do szafek elektr. masz rację, w ogóle czasem wychodzę sobie połazić po mieście z aparatem i w%$##@rwia mnie widok wielu takich kwiatków. Do tego dołożyć dziesiatki koszmarnych reklam, reklamek i innego gów#$$a. Beznadzieja i nikomu to, wydaje się, nie przeszkadza. Ale taka bylejakość to chyba też znak czasów. Ludzie ciągle gdzieś pędzą, wszystko ma być szybko i tanio. Sam nie wiem. Może to ja za powolny jestem, Albo jakiś nieprzystosowany.
Za jakieś czterdzieści lat nie bedzie przeszkadzał ani ten słup, ani ta furgonetka.
Tak jak po czterdziestu latach nie przeszkadzają samochody na zamojskim rynku ani wszechobecne szczekaczki:
Nie jestem pewny, my to odbieramy chyba jednak inaczej, jest duża różnica, to niemal dwie różne epoki. I powiem, że tamta jest dla mnie bardziej smakowita (pewnie dlatego, że z perspektywy). Ta zgrzebność tamtych czasów ma swój urok. Zwłaszcza w b&w (inna rzecz, że sama była b&w : ).
Tak jak po czterdziestu latach nie przeszkadzają samochody na zamojskim rynku ani wszechobecne szczekaczki:
... Mnie interesuje chwila utrwalona. Dlatego żelbet mi tak nie przeszkadza, jak to białe. Kwestia punktu widzenia.
Jeśli tak, to zgoda. Mię tak naszła ogólna refleksja nad spaskudzeniem przestrzeni.
A żelbetowy słup został tam postawiony za sprawą półgłówka po wieczorowej maturze, który decydował o takich rzeczach w tamtejszym magistracie albo biurach pkp i oszpecił przestrzeń ciekawego architektonicznie i pewnie zabytkowego budynku na tak długo i trwale, że wszystkim wydaje się to teraz oczywiste. Porozglądaj się uważnie po swojej okolicy a dostrzeżesz takich kwiatków o wiele więcej niż sądzisz.
Pozdrawiam Świątecznie