Jesteśmy spadkobiercami pasji rozwijanej od 2006 roku wokół portalu aparaty.tradycyjne.net. Jako oficjalne Stowarzyszenie działamy od 2019 roku, jednocząc twórców, dla których fotografia to coś więcej niż cyfrowy plik.
Naszą misją jest ochrona i promowanie tradycyjnych technik światłoczułych – od klasycznego negatywu i magii ciemni, po szlachetne procesy historyczne. Tworzymy przestrzeń do wymiany wiedzy, organizacji wystaw i wspólnego odkrywania kunsztu fotografii analogowej.
Komentarze 29
Niestety cały cykl nie uklada mi się w opowieść. Natomiast dwa zdjęcia (powyższe i to są opowieścią same w sobie. I do nich bym ten cykl ograniczył. Jezeli mamy mówić o opowieści, to reszta fotek jest wg mnie niestety tylko "gadulstwem", z którego nic nie wynika.
Ciężkawa ta Twoja opowieść. I banalna. A obsceniczność jej nie ratuje.
Chyba celniej bym tego nie ujął.
Ciężkawa ta Twoja opowieść. I banalna. A obsceniczność jej nie ratuje.
Chyba celniej bym tego nie ujął.
Opowieść ma pewien schemat. Najpierw jest przedstawienie postaci. To ważne. Ona domena, on też Twardo wchodzi w kadr. Potem mamy właściwą relacje, czyli ona go gnębi on jest szczęśliwy. Jednak w pewnym momencie ona pokazuje jakieś ciepło, znaczy się uczucie. Zamieniają się rolę, ponieważ za mało go napiernicza, on przejmuje kontrolę wprowadza nową babę, która gnębi tak jak on lubi. Po prostu Suka (tak się na niego mówi) zmienia właściciela. Tylko jak to w życiu bywa, smutno jest zawsze, gdy się traci ukochane zwierze. Nie chciałem tego zamykać w jedno, czy w dwa zdjęcia. Lubię opowiadać. Gdybym był księdzem kazanie trwałoby godzinę, a kościół byłby pusty. Ale to lubię.
Była kiedyś taka książka dla dzieci pt. "Bromba i przyjaciele" czy jakoś tak. Jeden z rozdziałów miał tytuł "Gluś filmowiec". Historia była taka, że jeden z przyjacół Bromby postanowił nakręcić film - western. Zebrał ekipę, napisał scenariusz i rozpoczął zdjęcia... no a potem miała miejsce wielka premiera. Tyle tylko, że w trakcie premierowego pokazu okazało się, że kamerzysta zampomniał zdjąć dekielek z obiektywu i na ekranie nic nie widać, więc Gluś-reżyser stał przez cały seans obok ekranu i opowiadał co w danym momencie się dzieje. Jakoś tak przypomniała mi się ta historia, kiedy czytałem Twój post.
Bez urazy, ale moim zdaniem przekombinowałeś z tym scenariuszem. Jest za bardzo wydumany. Gdyby te zdjęcia miały służyć jako ilustracja do książki o takiej treści jak piszesz, to ok (ok o tyle, że odpowiadały by treści, bo ich estetyka to jakby inna sprawa) ale niestety same w sobie historii nie robią i moim zdaniem bez Twojej glosy są nieczytelne. Ot, po prostu sesja s-m w studio i tyle.
Opowieść ma pewien schemat. Najpierw jest przedstawienie postaci. To ważne. Ona domena, on też Twardo wchodzi w kadr. Potem mamy właściwą relacje, czyli ona go gnębi on jest szczęśliwy. Jednak w pewnym momencie ona pokazuje jakieś ciepło, znaczy się uczucie. Zamieniają się rolę, ponieważ za mało go napiernicza, on przejmuje kontrolę wprowadza nową babę, która gnębi tak jak on lubi. Po prostu Suka (tak się na niego mówi) zmienia właściciela. Tylko jak to w życiu bywa, smutno jest zawsze, gdy się traci ukochane zwierze. Nie chciałem tego zamykać w jedno, czy w dwa zdjęcia. Lubię opowiadać. Gdybym był księdzem kazanie trwałoby godzinę, a kościół byłby pusty. Ale to lubię.
Była kiedyś taka książka dla dzieci pt. "Bromba i przyjaciele" czy jakoś tak. Jeden z rozdziałów miał tytuł "Gluś filmowiec". Historia była taka, że jeden z przyjacół Bromby postanowił nakręcić film - western. Zebrał ekipę, napisał scenariusz i rozpoczął zdjęcia... no a potem miała miejsce wielka premiera. Tyle tylko, że w trakcie premierowego pokazu okazało się, że kamerzysta zampomniał zdjąć dekielek z obiektywu i na ekranie nic nie widać, więc Gluś-reżyser stał przez cały seans obok ekranu i opowiadał co w danym momencie się dzieje. Jakoś tak przypomniała mi się ta historia, kiedy czytałem Twój post.
Bez urazy, ale moim zdaniem przekombinowałeś z tym scenariuszem. Jest za bardzo wydumany. Gdyby te zdjęcia miały służyć jako ilustracja do książki o takiej treści jak piszesz, to ok (ok o tyle, że odpowiadały by treści, bo ich estetyka to jakby inna sprawa) ale niestety same w sobie historii nie robią i moim zdaniem bez Twojej glosy są nieczytelne. Ot, po prostu sesja s-m w studio i tyle.
Ciężkawa ta Twoja opowieść. I banalna. A obsceniczność jej nie ratuje.
Chyba celniej bym tego nie ujął.
ojtam... nie znacie się... zaściankowi jesteście... czy co??
Ciężkawa ta Twoja opowieść. I banalna. A obsceniczność jej nie ratuje.
Chyba celniej bym tego nie ujął.
ojtam... nie znacie się... zaściankowi jesteście... czy co??
Ciężkawa ta Twoja opowieść. I banalna. A obsceniczność jej nie ratuje.
Chyba celniej bym tego nie ujął.
ojtam... nie znacie się... zaściankowi jesteście... czy co??
Ja się nie znam i jestem zaściankowy, ale chętnie posłucham opinii konesera o szerokich horyzontach
Ciężkawa ta Twoja opowieść. I banalna. A obsceniczność jej nie ratuje.
Chyba celniej bym tego nie ujął.
ojtam... nie znacie się... zaściankowi jesteście... czy co??
Ja się nie znam i jestem zaściankowy, ale chętnie posłucham opinii konesera o szerokich horyzontach
Ja serię czuję, choć nie wszystkie jej części, ale jest ogólnie dobra, a scenariusz mi się maluje, choć trochę odmienny od założonego przez Ciebie
Edyta mi podpowiedziała, że cała sesja jakoś przywodzi mi na myśl Sin City
Ja się nie znam i jestem zaściankowy, ale chętnie posłucham opinii konesera o szerokich horyzontach
Ja się nie znam i jestem zaściankowy, ale chętnie posłucham opinii konesera o szerokich horyzontach
Ja się nie znam i jestem zaściankowy, ale chętnie posłucham opinii konesera o szerokich horyzontach
Mógłbyś mi, kmiotkowi, wskazać to opinie koneserów o szerokich horyzontach (dla ułatwienia będę ich nazywał K.o S.H.) paluszkiem, bo jakoś tak nie wiem, które konkretnie masz na myśli.
Edyta mi podpowiedziała, że cała sesja jakoś przywodzi mi na myśl Sin City
Nie obrażaj Sin City
Ja się nie znam i jestem zaściankowy, ale chętnie posłucham opinii konesera o szerokich horyzontach
Mógłbyś mi, kmiotkowi, wskazać to opinie koneserów o szerokich horyzontach (dla ułatwienia będę ich nazywał K.o S.H.) paluszkiem, bo jakoś tak nie wiem, które konkretnie masz na myśli.
Edyta mi podpowiedziała, że cała sesja jakoś przywodzi mi na myśl Sin City
Nie obrażaj Sin City
MSZ obrazy / zdjęcia są po to, żeby same opowiadały swoją historię.
Kilka zdjęć z cyklu podoba mi się, faktycznie coś przekazują. Kilka jest zupełnie zbędnych. Oczywiście to tylko moje zdanie odrębne
I pardon, ale obsceniczności to ja tu zupełnie nie widzę.
I pardon, ale obsceniczności to ja tu zupełnie nie widzę.
Masz rację. To są tylko pretensje do obsceniczności. Tym gorzej.
I pardon, ale obsceniczności to ja tu zupełnie nie widzę.
Masz rację. To są tylko pretensje do obsceniczności. Tym gorzej.