Awatar nieustannie

Kolekcjoner pozywa fotografa

nieustannie 18

Trafiłem przed chwilą na ciekawy artykuł:

"Zwykle to fotografowie sądzą się z różnymi osobami w obronie naruszanych praw do swoich prac. Tym razem rzecz wygląda inaczej: powodem jest kolekcjoner dzieł sztuki Jonathan Sobel, a pozwanym – znany fotograf amerykański William Eggleston.

Tytułem wstępu należałoby wyjaśnić, że sedno sprawy może być na pierwszy rzut oka niezrozumiałe dla osób nieśledzących rynku dzieł sztuki, na którym fotografie osiągają ceny często astronomiczne. Tutaj na koszt zakupu odbitki wpływa nie tylko sam przedmiot fotografii, ale również prestiż autora, technika wykonania, rodzaj powiększenia czy liczba kopii zdjęcia obecnych w obiegu.

Williama Egglestona, pioniera fotografii kolorowej, właściwie nie trzeba dokładniej przedstawiać. W ostatnim czasie amerykański twórca zdecydował się wyprodukować i sprzedać nowe wersje swoich klasycznych dzieł na odbitkach o rozmiarach większych od kopii wcześniej oferowanych kolekcjonerom. Takie posunięcie musiało spotkać się z niezadowoleniem nabywców, którzy zainwestowali setki tysięcy dolarów w prace wydane przed laty. Nie należy się im dziwić: nowe powiększenia na rynku muszą obniżyć wartość już posiadanych kolekcji.

Jednym z takich kolekcjonerów jest Jonathan Sobel, w którego posiadaniu znajdują się 192 prace Egglestona, warte około pięciu milionów dolarów. Sobel założył w tym tygodniu w sądzie na Manhattanie sprawę o przyznanie odszkodowania w nieujawnionej wysokości i zakaz dalszego powielania wybranych prac Egglestona. Komentując sprawę, obrońca Egglestona powiedział, że pozew jest bezpodstawny, a wydruk nowych kopii jest jednym z praw fotografa.

Sprawie będziemy się przyglądać, ponieważ wyrok może być ciekawy dla środowiska. W zależności od decyzji sądu może się okazać, że wyceniane na wysokie sumy fotografie kolekcjonerskie są w rzeczywistości warte o wiele mniej – w sytuacji kiedy dopuszczone zostanie prawo fotografów do dowolnego powiększania liczby odbitek wydawanych w seriach limitowanych"

Źródło: www.fotoblogia.pl

Jestem ciekaw Waszych opinii... moim zdaniem fotograf wypuszczając nową serię tego samego zdjęcia łamie niepisaną zasadę/umowę - ilości kopii limitowanej serii nie zwiększa się, właśnie dlatego, bo jest limitowana...
Czy rozmiar odbitek wg Was jednak coś zmienia?

Odpowiedzi 18

Awatar cichy70
cichy70

jak już kupowali za taką straszną kasę, to chociaż negatywu mogli zażądać w komplecie.

Awatar keraltok
keraltok

Wg mnie ta pierwsza seria ma największą wartość, ponieważ negatyw jest najmniej uszkodzony. Praca pokazuje dokładnie wiedzę autora w danym momencie. Nie wierzę, że te kolejne serie nie są w jakiś sposób inne, choćby przez doświadczenie autora i inne postrzeganie pierwowzoru. Dlatego uważam,że roszczenia są bezpodstawne, jeżeli kolejna seria jest opisana zgodnie z obowiązującym prawem. Gdyby przyjąć te roszczenia, to nie powinno też być publikacji książkowych.

Awatar implicite
implicite

Czy sytuacja nie jest analogiczna (nomen omen) do takiej w której ktoś sobie stawia gołębnik na posesji ku niezadowoleniu sąsiadów, których ekskluzywne posesje tracą przez to na wartości? Możemy sobie pospekulować, ale nie sądzę, żeby prawo sobie nie poradziło z tą konkretną sprawą - o ile już tego nie zrobiło.



Wstęp do wątpienia
Awatar graf
graf

Rozmiar odbitek zmienia to że zdjęć nie można pomylić z oryginalną serią. Co teoretycznie powinno pozwolić na utrzymanie wartości tejże.

To jest złożony problem i zasadniczo osobiście przyznałbym rację kolekcjonerowi.
Jeśli odbitki były w serii limitowanej i to stanowiło o ich wartości to tworzenie kolejnych łamie tą umowę.

Awatar migatu
migatu

Dla mnie sprawa jest oczywista. Jeśli w umowie sprzedaży była zawarta klauzula o niezwiększaniu ilości dostępnych odbitek to sorry Winnetou ale gentleman's agreement (huzzah!) i nie wolno. Jeśli nie było takiej klauzuli - to wolnoć Tomku w swoim domku - ma prawo robić tyle odbitek ile mu się żywnie podoba...

Awatar marek1953
marek1953

Prosty zabieg marketingowy. To jest nowa forma przekazu do celebrytów. Towar umocni swoją wartość z racji większego zainteresowania nim środowiska, które do tej pory nie wiedziało o jego istnieniu.



co robią dorosłe dzieci bez kontroli
Awatar Janeq-2010
Janeq-2010

Wiarogodną oceną wartości zdjęcia jest zatem cena.

Może warto o tym pamiętać, ukłony, JK.



Tradycyjnie znaczy ciekawiej!
Awatar pyzz
pyzz

Janeq-2010 napisał(a):
Wiarogodną oceną wartości zdjęcia jest zatem cena.

Tylko jego wartości ekonomicznej...



Fizol Robi Foty
Awatar pyzz
pyzz

Ciekawe, czy jakby Manzoni nasrał do następnej setki puszek, to by go Tate gallery pozwała o odszkodowanie, bo jego poprzednie gówno straci na wartości? ;>

Szczerze mówiąc to to trochę tak, jakby handlarz używanymi podręcznikami szkolnymi pozywał wydawnictwo, że zwiększyło nakład i on teraz nie będzie mógł używanych sprzedawać z 10-krotnym przebiciem.

Jak dla mnie decyzja o robieniu nowych odbitek jest świętym prawem artysty, a wszelkie próby ingerencji w nią przez kolekcjonerów są dość obrzydliwe. Na gruncie polskiego prawa autorskiego na miejscu autora poradziłbym sobie z kolekcjonerem bardzo łatwo: natychmiast zapragnąłbym zniszczyć dokładnie te prace, które ten kolekcjoner wystawia publicznie. A co by się z inwestycją pana kolekcjonera stało to już tłumaczy art. 32. pkt. 2.

Trzeba pamiętać, że ludzie kolekcjonujący sztukę dla zysku zarabiają tak naprawdę wyłącznie na handlu spekulacyjnym. To są gracze giełdowi a zwiększenie nakładu przez autora, to ich ryzyko. Jak gracz giełdowy ma akcje, które spadają, to nie narzeka, że biedny, tylko przyjmuje do wiadomości, że spadły i ma stratę.

Wreszcie jeżeli mowa o wartości tych prac, to może warto byłoby jasno powiedzieć, że wydanie nowej edycji niekoniecznie w ogóle obniży wartość prac oryginalnych, a jeżeli nawet, to minimalnie, bo pierwszy oryginalny egzemplarz to zawsze będzie co innego, niż dodruk. Zatem ten pozew może być tylko próbą znalezienia jakiegokolwiek uzasadnienia, aby jakieś dodatkowe pieniądze jeszcze wyłudzić.

Krótko mówiąc ISTNIEJĄ prawa autorskie osobiste i fakt, że nie są one tak łatwo wycenialne nie oznacza, że można se je w buty wsadzić.



Fizol Robi Foty
Awatar Jacot
Jacot

pyzz napisał(a):
natychmiast zapragnąłbym zniszczyć dokładnie te prace, które ten kolekcjoner wystawia publicznie. A co by się z inwestycją pana kolekcjonera stało to już tłumaczy art. 32. pkt. 2.


Hmm.. Tak tylko zapytam: jestes pewien, ze rozumiesz co czytasz? Przywolany artykul dotyczy ewentualnej decyzji zniszczenia dziela podjetej przez wlasciciela a nie tworce
Reszty nie komentuje, bo po co.

Awatar Leszeg
Leszeg

Jacot napisał(a):
pyzz napisał(a):
natychmiast zapragnąłbym zniszczyć dokładnie te prace, które ten kolekcjoner wystawia publicznie. A co by się z inwestycją pana kolekcjonera stało to już tłumaczy art. 32. pkt. 2.


Hmm.. Tak tylko zapytam: jestes pewien, ze rozumiesz co czytasz? Przywolany artykul dotyczy ewentualnej decyzji zniszczenia dziela podjetej przez wlasciciela a nie tworce
Reszty nie komentuje, bo po co.


Art 32 pkt. 2. W razie podjęcia decyzji o zniszczeniu oryginalnego egzemplarza utworu plastycznego znajdującego się w miejscu publicznie dostępnym, właściciel jest obowiązany złożyć twórcy utworu lub jego bliskim ofertę sprzedaży, jeżeli porozumienie się z nim, celem złożenia oferty, jest możliwe. Górną granicę ceny określa wartość materiałów. Jeżeli sprzedaż nie jest możliwa, właściciel jest obowiązany umożliwić twórcy sporządzenie kopii bądź - zależnie od rodzaju utworu - stosownej dokumentacji.

W rzeczy samej. To tak jakby gmina Czorsztyn zapragnęła zniszczyć "Organy" Hasiora. Spadkobiercy mogliby odkupić je przy czym górną granicą wyceny byłaby cena złomu i betonu.



http://www.flickr.com/photos/39057056@N04/
Awatar Janeq-2010
Janeq-2010

Leszeg napisał(a):
'Organy' Hasiora = cena złomu i betonu.


...popijane 'utrwalaczem'



Tradycyjnie znaczy ciekawiej!
Awatar pyzz
pyzz

Leszeq i Jacot: Kupuję, rzeczywiście brzmi zupełnie logicznie. Rozumiem, że chodzi na przykład o sytuację, w której ktoś maluje komuś fresk w holu hotelu, a potem hotel zmienia wystrój. I rozumiem, że autor fresku może sobie rościć prawo do odkupienia fresku, albo umożliwienia zrobienia kopii.

Zatem sposób na pozbycie się pozywanta, jaki wymyśliłem nie istnieje, co nie zmienia faktu, że co do zasady prawo do zrobienia nowej odbitki z własnego starego zdjęcia uważam za święte i próba ingerencji w nie, bo ktoś straci na kupnie poprzedniej odbitki wydaje mi się dość bezdyskusyjna. Jedyna sytuacja, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić, jaka rzeczywiście byłaby dla kolekcjonera rzeczywistą krzywdą to, gdyby kupił te odbitki bezpośrednio od autora, a ten by zadeklarował w umowie, że nie zrobi nowych. Może ktoś zna inną?



Fizol Robi Foty
Awatar nieustannie
nieustannie

Czy sprzedając odbitkę z "limitowanej serii" nie zapewniasz równocześnie, że nie pojawi się więcej kopii tego zdjęcia niż przewiduje seria?

Awatar fiakier
fiakier

nieustannie napisał(a):
Czy sprzedając odbitkę z 'limitowanej serii' nie zapewniasz równocześnie, że nie pojawi się więcej kopii tego zdjęcia niż przewiduje seria?


Ja bym powiedział raczej, że zapewniasz iż seria będzie miała tylko tyle kopii ile limit wynosi. Nie przeszkadza to w wytworzeniu innych serii.

Awatar pyzz
pyzz

nieustannie napisał(a):
Czy sprzedając odbitkę z 'limitowanej serii' nie zapewniasz równocześnie, że nie pojawi się więcej kopii tego zdjęcia niż przewiduje seria?

Nie. Zapewniam, że nie pojawi się więcej kopii W TEJ SERII. Ale w żadnym razie nie deklaruję się, że nie zrobię INNEJ SERII. I już samo ponumerowanie nowych odbitek w inny sposób ( na przykład z dopiskiem "Edycja 2") powoduje, że jest wszystko w porządku. I chyba każdy wie, że późniejsze serie się pojawiają i to raczej częściej, niż rzadziej. Natomiast w omawianym przypadku mamy do czynienia z serią KOMPUTEROWYCH druczków, w dużo większych od oryginałów (btw, ktoś wie jak po polsku jest "dye transfer"?). Więc jesteśmy tak daleko od fałszowania serii, jak tylko się da.
Wreszcie na przykład tu piszą, że w wyniku nowej sprzedaży oryginalne prace nie tylko nie stracą, ale też ZYSKAJĄ na wartości. To gdzie strata?? Chyba tylko zagrożona pozycja pośrednika, który życzyłby sobie utrzymania sytuacji, w której praca idzie za 100k$, z czego autor dostaje 1k$.
Swoją drogą. Jan Saudek sprzedaje u siebie w galerii w Pradze reprodukcje swoich zdjęć w rozmiarach plakatowych. Sam se kupiłem taką. Może należałoby go pozwać, bo... bo co?



Fizol Robi Foty
Awatar rbit9n
rbit9n

pyzz napisał:
[...] (btw, ktoś wie jak po polsku jest 'dye transfer'?). [...]

niektórzy tę technikę zwą hydrotypią.

Awatar Yoonson
Yoonson

Janeq-2010 napisał(a):
Leszeg napisał(a):
'Organy' Hasiora = cena złomu i betonu.


...popijane 'utrwalaczem'




ej!
wara od Popijania Utrwalaczem!

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.