Awatar podstawek

Po cholerę

podstawek 60

Jak często tracicie wiarę w sens fotografii portretowej? Czy w ogóle pytacie siebie o to? Jedno jest pewne: że po opadnięciu szumu spowodowanego cyknięciem zdjęcia, wygaśnięciu emocji, zapomnieniu relacji z fotografowanym, utracie przyjaźni, wyblaknięciu grymasu, który dla nas znaczył wiele, zawsze -- nieodmiennie, bezlitośnie -- pozostaje tylko prostokąt lub kwadrat, który musi mówić sam za siebie. Czy w związku z tym sensem fotografii jest przekroczenie samego siebie i zrobienie z tego czworokąta majstersztyku w każdym milimetrze? Czy też zdjęcie jest tylko pewnym punktem przecięcia prostych czy styku krzywych stycznych, gdzie fotografujący i fotografowany przez chwilę czują ten sam dreszcz, a fotografia wynikowa jest równie ważna jak cały pozostały bieg tych linii i jak wzór na dążenie do?

Swędzą mnie te tematy i dlatego pytam. Sam nie potrafię dać oczywistej odpowiedzi, bo to jest trochę jak sześcian Neckera, raz widzę sprawę w tę stronę, a raz w drugą. Fotografując intensywnie, zdarza mi się utonąć i zapomnieć o celu; głowiąc się nad celem zdarza mi się odfrunąć i zapomnieć o fotografowaniu. Na myśl przychodzi też inny paradoks optyczny: słynne schody donikąd.

Jestem niestety coraz bardziej przekonany, że właśnie fotografowanie zmierza donikąd. Że jest tylko symptomem -- przejawem zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem, ale sama w sobie nic nie wnosi, nic nie leczy, nikomu nie pomaga. Taki wentyl dla niewyrażonych uczuć. Sztuka? Pewnie też, ale ilu jest fotografów artystów? Tych prawdziwych, nie samozwańczych? Pewnie jedna setna promila, reszta z nas to cykacze fotek. Piszę konkretnie o fotografii portretowej, bo przecież jasne, że fotografia dokumentalna, techniczna, reklamowa, reportażowa, pornograficzna, rentgenowska i inne utylitarne bronią się same. Jest jeszcze pejzażowa, ale ta być może byłaby łatwiejsza w analizie, jako że nie wymaga udziału drugiej osoby.

A jednak bierzemy te aparaty i cykamy zdjęcia osobom bliskim, dalszym, obcym. Pytanie na niedzielę: po jaką cholerę?

Post był edytowany 2010-09-19 13:24:14

Odpowiedzi 60

Awatar podstawek
podstawek

Jak często tracicie wiarę w sens fotografii portretowej? Czy w ogóle pytacie siebie o to? Jedno jest pewne: że po opadnięciu szumu spowodowanego cyknięciem zdjęcia, wygaśnięciu emocji, zapomnieniu relacji z fotografowanym, utracie przyjaźni, wyblaknięciu grymasu, który dla nas znaczył wiele, zawsze __ nieodmiennie, bezlitośnie __ pozostaje tylko prostokąt lub kwadrat, który musi mówić sam za siebie. Czy w związku z tym sensem fotografii jest przekroczenie samego siebie i zrobienie z tego czworokąta majstersztyku w każdym milimetrze? Czy też zdjęcie jest tylko pewnym punktem przecięcia prostych czy styku krzywych stycznych, gdzie fotografujący i fotografowany przez chwilę czują ten sam dreszcz, a fotografia wynikowa jest równie ważna jak cały pozostały bieg tych linii i jak wzór na dążenie do?

Swędzą mnie te tematy i dlatego pytam. Sam nie potrafię dać oczywistej odpowiedzi, bo to jest trochę jak sześcian Neckera, raz widzę sprawę w tę stronę, a raz w drugą. Fotografując intensywnie, zdarza mi się utonąć i zapomnieć o celu; głowiąc się nad celem zdarza mi się odfrunąć i zapomnieć o fotografowaniu. Na myśl przychodzi też inny paradoks optyczny: słynne schody donikąd.

Jestem niestety coraz bardziej przekonany, że właśnie fotografowanie zmierza donikąd. Że jest tylko symptomem __ przejawem zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem, ale sama w sobie nic nie wnosi, nic nie leczy, nikomu nie pomaga. Taki wentyl dla niewyrażonych uczuć. Sztuka? Pewnie też, ale ilu jest fotografów artystów? Tych prawdziwych, nie samozwańczych? Pewnie jedna setna promila, reszta z nas to cykacze fotek. Piszę konkretnie o fotografii portretowej, bo przecież jasne, że fotografia dokumentalna, techniczna, reklamowa, reportażowa, pornograficzna, rentgenowska i inne utylitarne bronią się same. Jest jeszcze pejzażowa, ale ta być może byłaby łatwiejsza w analizie, jako że nie wymaga udziału drugiej osoby.

A jednak bierzemy te aparaty i cykamy zdjęcia osobom bliskim, dalszym, obcym. Pytanie na niedzielę: po jaką cholerę?

Post był edytowany 2010-09-19 13:24:14

Awatar DAAD
DAAD

podstawek napisał(a): Pytanie na niedzielę: po jaką cholerę?


Moja odpowiedź nie będzie obiektywna, bo po ponad czterdziestu latach fotografowania to przymus psychiczny



"Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
Awatar collodion
collodion

Na pierwszym miejscu jest spotkanie z tą osobą, na drugim portretowanie. Robię zdjęcia bo z aparatem czuję się lepiej, bez niego jak bez spodni, jestem onieśmielony. To czy z tego wyjdzie zdjęcie, które coś opowiada, które jest warte coś więcej, to inna sprawa i zależy od warsztatu, czucia, talentu i artyzmu autora. Nie potrzebuję zdjęć, żeby pamiętać, ale bez aparatu jest mi trudniej.

Ah, i to co napisał DAAD, jest to wewnętrzny imperatyw

Post był edytowany 2010-09-19 14:34:29



http://www.facebook.com/collodionpl
Awatar Grisza
Grisza

Żeby pamiętać, żeby przeżywać, żeby coś po kimś zostało - tak odpowiem w tej chwili - taki mam nastrój i tak to teraz widzę

Awatar jarek
jarek

Pytanie z serii: po cholere żyć skoro trzeba będzie umrzeć.



"Dzięki litości serdecznej Boga naszego.
Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi,
by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają,
aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju"
(Łk 1, 78-80)
Awatar DAAD
DAAD

jarek napisał(a): po cholere żyć skoro trzeba będzie umrzeć.


Ba - ale można być pochowanym na Wawelu



"Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
Awatar podstawek
podstawek

jarek napisał(a):
Pytanie z serii: po cholere żyć skoro trzeba będzie umrzeć.


Pochlebiasz mi wynosząc moje pytanie na wyżyny egzystencjalizmu. Rozczaruję Cię: chodziło mi tylko o fotografowanie.

Awatar janus
janus

Ja tam nie wiem, o co chodzi. Jak robię zdjęcie człowiekowi, to nie przeżywam jego, lecz samo li tylko fotografowanie. Dlatego zdjęć tego rodzaju z zasady w ogóle nie robię (chyba tylko, żeby sobie zaprzeczyć).

Muszę odseparować obiekt od procesu i od dzieła, inaczej obiekt uwięzi mnie i tak uwięziony palcem nie ruszę, tuszę.
Obiekt odseparowany może być następnie preparowany. Jak fortepian.
Mam nadzieję, że wyrażam się jasno.

Awatar DAAD
DAAD

janus napisał(a):
Mam nadzieję, że wyrażam się jasno.


Jasne, ten fortepian najbardziej do mnie przemówił



"Fotografia jest jak seks. Jak nie ma uczucia, to nawet najlepsza technika nie pomoże".
Awatar xrog
xrog

podstawek napisał:
Jestem niestety coraz bardziej przekonany, że właśnie fotografowanie zmierza donikąd. Że jest tylko symptomem __ przejawem zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem, ale sama w sobie nic nie wnosi, nic nie leczy, nikomu nie pomaga.(...)
A jednak bierzemy te aparaty i cykamy zdjęcia osobom bliskim, dalszym, obcym. Pytanie na niedzielę: po jaką cholerę?


Tak jest. Ja tu widzę analogię do blogowania, o którym ktoś się kiedyś wypowiedział, że prowadzenie bloga, to danie sygnału, że nikt się tobą nie interesuje. Tak samo jest z pokazywaniem zdjęć: to jest krzyk "popatrz na mnie"!

No chyba, że ktoś pracuje jako fotograf zarobkowo. Wtedy powyższe nie się nie stosuje.

Awatar Yoonson
Yoonson

e...
często prowadzenie bloga, czy publikowanie zdjęć w internetowych galeriach wynika z czegoś wprost przeciwnego - iluśtam, zainteresowanych twórczością a rozrzuconych po świecie - i dla nich i dla niego to jedyny możliwy sposób na wymianę strumienia świadomości...
o!

Awatar Rosomak
Rosomak

podstawek napisał(a): Pytanie na niedzielę: po jaką cholerę?


z mojej strony to chyba tak:

- z potrzeby zawładnięcia doznaniem wizualnym
- żeby zaspokoić potrzebę stwarzania czegoś z niczego w opozycji do [dla równoważenia] konsumpcji
- żeby ugłaskać ego
- w ramach relacji z modelem [budowania/rozwijania]
- terapeutyczne wyrzucanie z głowy pewnych kadrów żeby mogły pojawić się kolejne

to proces, a efekt.. hmm

- znowu ego
- łatanie lęku przed 'traceniem' bezpowrotnie czasu
- kolekcjonerskie podejście do ludzkich twarzy/sytuacji oświetleniowych/emocji

Awatar podstawek
podstawek

Rosomak napisał(a):
- terapeutyczne wyrzucanie z głowy pewnych kadrów żeby mogły pojawić się kolejne


Większość rozumiem i znam, ale tego to nie rozumiem.

Awatar Rosomak
Rosomak

podstawek napisał(a):
Rosomak napisał(a):
- terapeutyczne wyrzucanie z głowy pewnych kadrów żeby mogły pojawić się kolejne


Większość rozumiem i znam, ale tego to nie rozumiem.


to takie osobiste raczej. znaczy mam tak, że jak mi sie wbije jakiś kadr to albo go zrealizuję, albo zbzikuję. czasem wystarcza naszkicowanie i schowanie do notatnika. ale że marnie rysuję to muszę raczej focić jeśli chcę sypiać po nocach.

Awatar rudolf
rudolf

podstawek napisał(a):
(...)Jestem niestety coraz bardziej przekonany, że właśnie fotografowanie zmierza donikąd. Że jest tylko symptomem __ przejawem zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem, ale sama w sobie nic nie wnosi, nic nie leczy, nikomu nie pomaga.
(...)


No nie wiem, ale wydaje mi się, że jak już zadajesz sobie takie pytania, i odnajdujesz takie odpowiedzi, jak "przejaw zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem", to ta fotografia jednak coś wnosi, spełnia jakieś zadanie; ergo: komuś pomaga.
Rajt?

Pzdr,
Rudolf



marcinszymczak.com
Awatar rudolf
rudolf

Rosomak napisał(a):
(...)jak mi sie wbije jakiś kadr to albo go zrealizuję, albo zbzikuję.


Oooo, a to ciekawe. A jak się objawia zbzikowanie i czym leczysz?
(i czy można kupić bez recepty?)

Pzdr,
Rudolf



marcinszymczak.com
Awatar lolo
lolo

Odrzucając mętne wyjaśnienia "zjawiska fotografii portretowej" i całą ideologię, pozostaje nam:
- Talent, iskra boża, uzdolnienie w kierunku - a nazwij to sobie, jak chcesz.
- nic więcej.
Naturalne jest jednak, że po pewnym czasie albo popadasz w rutynę, albo znudzenie, względnie kompilację jednego i drugiego. Zazwyczaj można się na pewien czas poratować kupieniem nowego aparatu, ale jeśli "onanizm sprzętowy" jest Ci obcy - nawet ta droga jest zamknięta. Kiedy "pszukiwania nowego" stają się coraz trudniejsze, gdy nie chce Ci się już szukać, albo nie widzisz drogi do nowego, zaczynają się wątpliwości. Trzeba odpocząć od tej dziedziny, która tyle czasu Cię kręciła. Zacząć robić bardzo średnie pejzaże, akty, których nikomu nie pokażesz, bo tak kiepsko wyszły, pójść na wesele, "cyknąć" komunię... Cokolwiek innego. Może po jakimś czasie takiej kwarantanny, będziesz potrafił spojrzeć na swoją preferowaną dziedzinę, nieco inaczej, świeższym okiem, bez poczucia znudzenia, braku kierunku. A może i nie. Zawsze pozostaje rutyna.
Kurczę, quasi-psychologia, quasi-ideologia, bełkot i kiepska literatura... Oto co mi wyszło



Jeśli Bóg jest wszechmogący to czy może stworzyć taki kamień, którego nie będzie mógł podnieść?
Awatar podstawek
podstawek

rudolf napisał(a):
podstawek napisał(a):
(...)Jestem niestety coraz bardziej przekonany, że właśnie fotografowanie zmierza donikąd. Że jest tylko symptomem __ przejawem zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem, ale sama w sobie nic nie wnosi, nic nie leczy, nikomu nie pomaga.
(...)


No nie wiem, ale wydaje mi się, że jak już zadajesz sobie takie pytania, i odnajdujesz takie odpowiedzi, jak 'przejaw zwykłej ludzkiej tęsknoty za drugim człowiekiem', to ta fotografia jednak coś wnosi, spełnia jakieś zadanie; ergo: komuś pomaga.
Rajt?

Pzdr,
Rudolf


Ano w tym problem, Rudolf, że pomaga głównie mnie. Jeśli przyjąć filozofię cyniczną, to i owszem jest fajnie; jeśli jednak wierzyć, że człowiek żyje nie dla siebie, a dla innych, to jakoś sens fotografowania zanika. A przynajmniej nie jest głębszy od grania w gry komputerowe, gdyby mnie takie hobby podniecało.

Awatar Rosomak
Rosomak

rudolf napisał(a):
Rosomak napisał(a):
(...)jak mi sie wbije jakiś kadr to albo go zrealizuję, albo zbzikuję.

Oooo, a to ciekawe. A jak się objawia zbzikowanie i czym leczysz?
(i czy można kupić bez recepty?)


Jak już napisałem, głównie problemami ze snem. To jak kiedy zadurzysz się w pięknej dziewczynie. Podniecenie związane z "odkryciem", doświadczaniem "piękna" [podkreślam subiektywizm odczucia], "wyjątkowością" wizji/zjawiska nie pozwala skupić się na istotnych czynnościach życiowych. Poniekąd porównałbym to z rządzą, czego staram się nie tłumaczyć modelkom aby nie doszły do błędnych wniosków.
Podobnie jak zadurzenie leczy się spełnieniem bądź przeczekaniem, choć w przypadku tego drugiego można liczyć na nawroty. Skuteczna jest też terapia chemiczna [ssri] ale nie polecam jeśli człowiek ma jakieś 'ambicje twórcze', poza tym to na receptę Zwykle szukam możliwości zaspokojenia bzika przy pomocy jakiejś bogom ducha winnej asystentki

Post był edytowany 2010-09-21 13:52:34

Awatar flonidan
flonidan

Po prostu robię zdjęcia bo to lubię i daje mi satysfakcję.A co do twórczej strony mej działalności,no sorry wielkimi fotografami to wielu z nas nie będzie.

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.