Awatar sej

słowo a obraz

sej 13

Post był edytowany 2010-08-31 14:36:15

Odpowiedzi 13

Awatar Gata
Gata

myślę, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi wszystko zależy od odbiorcy, każdego pojedynczego człowieka. Każdy ma inne doświadczenia, inny zasób wiedzy, inne spojrzenie na świat. Dla jednego obraz będzie gadać sam z siebie, innemu nawet tysiąc słów nie pomoże by zrozumieć ten sam obrazek. Jeden oceni powierzchownie i stwierdzi "podoba się" nie wnikając głębiej dlaczego, drugi nie prześpi nocy analizując i przeżuwając własne odczucia

Awatar radekone
radekone

Jesli w momencie gdy publikuje jakies zdjecie przyjdzie mi do glowy jakis adekwatny tytul, to go zamieszczam. A jak nie przyjdzie to nie zamieszczam.

Awatar MarcinD
MarcinD

forum fotograficzno-filozoficzne.pl

Awatar sej
sej

Post był edytowany 2010-08-31 14:36:50

Awatar radekone
radekone

sej napisał(a):
A skąd wiesz, że ten adekwatny tytuł pomaga zdjęciu? A może szkodzi?
Zamiast wzbogacić ujmuje zdjęciu czegoś. Zamiast podpowiadać - banalizuje.
Zamiast wprowadzać napięcie - wprowadzi niechęć.


Spontaniczne działanie. Ja tworzę zdjęcie więc mam też wpływ na tytuł i określam co ma być całościa, czy sam obraz czy obraz opatrzony myslą. A wiem na tyle na ile w ogóle jestem świadomy tego co tworzę

Awatar ddww
ddww

Według mnie są zdjęcia, które można opisać słowem. Ale te opisy zazwyczaj są tylko uproszczeniem. Niektórych fotografii nie sposób opisać całkowicie słowem, choćbyśmy dysponowali zasobem słów na poziomie wybitnego pisarza. Jest w nich coś jak gdyby tchnienie, harmonia.
Z drugiej strony, zdjęcia potrafią ciekawie opisywać słowa i w zdjęciach można zawierać mnóstwo przymiotników, określeń.

Awatar sej
sej

Z powyższych wypowiedzi wynika, że słowem można łatwo zachwiać
autonomicznością zdjęcia. Może bezpieczniej jest nie angażować słów
dla wzmocnienia środków wyrazu. Myślę jednak, że słowem można
pokazać na zdjęciu to, co jest na nim niewidzialne - czego nie można
sfotografować. Nawet zmienić jego odbiór na skrajnie przeciwstawny.
I to jednym słowem.
Przykładem się podeprę. Publikuję portret z tytułem "Mój sąsiad"
Zdjęcie przedstawia nobliwego starszego pana, zacnie(koszmarne słowo)
wyglądającego, schludnego,z wdziękiem, z dobrocią emanującą z oczu.
Fajny, wspaniały staruszek - mówimy. Ale na drugi dzień otwieracie
galerię, a tam tytuł edytowany - "Mój sąsiad skurwysyn"
Czar prysł. Okazuje się, że na zdjęciu jest coś, czego się nie dało
sfotografować.

Awatar jarek
jarek

sej napisał:
Ale na drugi dzień otwieracie
galerię, a tam tytuł edytowany - 'Mój sąsiad skurwysyn'
Czar prysł. Okazuje się, że na zdjęciu jest coś, czego się nie dało
sfotografować.

Dało się, tylko autor się nie wysilił. Do tego służy reportaż.
Jak widzę portret to oceniam treść, formę itd. Jeśli na drugi dzień ktoś zawiesi tytuł : moja głucha siostra, to nic się nie zmieni. Bo nie ma prawa, jest to tylko dodatkowa informacja nie wiążąca się jednak z dziełem.
Natomiast forma dokumentalna, tak jak reportaż opatrzona tytułem, to zwykła kpina z inteligencji odbiorcy.
Jeszcze taka uwaga, w solidnych dziełach literackich tytuł najczęściej jest bardzo ogólny, neutralny, w zasadzie nadawany aby odróżniać dzieła tego samego pisarza.
Obrazy widzimy od razu, natomiast treści książki nie zobaczymy patrząc na okładkę.

Post był edytowany 2010-06-10 17:12:43



"Dzięki litości serdecznej Boga naszego.
Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi,
by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają,
aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju"
(Łk 1, 78-80)
Awatar implicite
implicite

Nie ma jednego sposobu postrzegania obrazu, niepodobna zatem udzielając na Twoje pytanie, Andrzeju, przekonywać, że jest to odpowiedź słuszna i zupełna. Obraz oddziałuje na nas wielowymiarowo, a nawet, jeżeli przykładowe dwa zdjęcia oddziałują na nas jednowymiarowo, to nie jest powiedziane, że jest to ten sam wymiar.

Czasy ponowoczesne zdekonstruowały wszelkie fundamenty, zatem i kanony estetyczne nie są już, że tak powiem, kanoniczne. Dekonstrukcja pokazała, że nie istnieje konstytutywna cecha (względnie zespół cech) danego kanonu, którą możnaby wyodrębnić i wskazać jej fundujący charakter. Mówiąc wprost: dekonstrukcja pokazała nam, że coś takiego jak „istota” rzeczy jest tylko złudzeniem umysłu. Oznacza to, że można wskazać dwa obrazy, nie mające żadnej istotowej cechy wspólnej, a mimo to przynależące do tego samego kanonu. Łatwiej mi podać przykłady ze sfery słowa. Zbrodnię i karę Dostojewskiego oraz Bieguni, Olgi Tokarczuk można postawić na tej samej półce jako powieści psychologiczne, chociaż cecha „bycie powieścią psychologiczną” jest tutaj cechą podrzędną. Równie dobrze można Zbrodnię i karę postawić na tej samej półce, co książkę Jerzego Edigeya, Śmierć czeka przed oknem, bo przecież obie książki można odczytać jako kryminały. W takim razie Bieguni Olgi Tokarczuk i książka Edigeya powinny stać na tej samej półce, a nie da się, bo ich cechy konstytutywne pozostają do siebie w stosunku wykluczania.

Do legendy przeszła sytuacja, że w jednej z bibliotek zbiór esejów Martina Heideggera, Budować, mieszkać, myśleć, znalazł swoje miejsce w… dziale „Architektura”. No ale to kuriozum.

Nie mogąc wskazać cechy fundującej dany kanon musimy się pogodzić, że każde ujęcie problemu może być tylko fragmentaryczne i dopełniające inne ujęcia. Odpowiedź zupełna jest niemożliwa.

sej napisał:
czy obraz(fotografia) jest tak dalece autonomiczny, że morze obejść się bez słowa ? Na pewno i tak i nie.
No ale kiedy tak a kiedy nie ?


Przede wszystkim obraz nie jest autonomiczny, bo jest uzależniony od odbiorcy. Odbiorca odbiera go w oparciu o pewne znane mu kody kulturowe (lub ich brak). Widząc zdjęcie znużonego żołnierza zasypiającego na kole transportera automatycznie dopowiadamy sobie kontekst (była bitwa) i wtedy nie ma potrzeby ozdabiać zdjęcia tekstem, który mógłby tylko osłabić wymowę obrazu. Z drugiej strony, nie każdy może sobie ten kontekst wyobrazić i dla niego komentarz pod zdjęciem być może byłby potrzebny. Są też sytuacje w których tekst poszerza obszar znaczeniowy kodu umieszczonego w obrazie i wtedy funkcjonuje na równoprawnych zasadach. Niech przykładem będzie seria Tomka „Ta dręcząca mnie myśl…”. Mocne obrazy, których w żaden sposób nie osłabia prezentowana łącznie poezja.

O związku obrazu z tekstem decyduje najczęściej autor. No tak, ale jakie mu dać narzędzia teoretyczne do podjęcia owej decyzji? Dobrym sposobem będzie zamiana obrazu w tekst; to znaczy potraktowania obrazu jako tekstu i spróbowania lektury. Uczenie nazywa się to hermeneutyką. Co mogę przeczytać z obrazu, który popełniłem? Czy wmontowana weń treść jest tą treścią, którą chciałem w nim zawrzeć? Jeżeli tak, komentarz jest zbędny. Ale może – bo i tak się zdarza – zechcę podjąć z widzem subtelną grę i oddziałać na niego nie tylko wizualnie, ale także – intelektualnie? Mam wtedy pełne prawo dołączyć do obrazu tekst, który – dlaczego nie – zakwestionuje sens obrazu lub wprowadzi napięcie, dysonans, pomiędzy słowem a tekstem. Ale i wówczas muszę wiedzieć, czemu ma to służyć, innymi słowy, jaki sens nadrzędny mam do przekazania.



Wstęp do wątpienia
Awatar lolo
lolo

Jako nieuleczalny naiwniak sądzę,że tytuł, poza może takimi typu "morze" pod zdjęciem morza, to dopowiedzenie przez autora treści zdjęcia. To wskazówka (bardziej lub mniej subtelna) jak widz ma na to zdjcie patrzeć, czy też jak patrzył autor, naciskając spust aparatu. Wyobraźmy sobie zdjęcie pięknej dziewczyny, no - dajmy na to, ze jest to nawet akt. Kocham ją (podoba mi się, pożądam jej) tytuuję więc zdjęcie "miękko" i pieszczotliwie, w rodzaju "zakamarki duszy", "czar", "miękko i okrągło" - sugeruję tym tytułem, jak ja sam patrzę na zdjęcie, i jak widz powinien je odbierać. Jasne, iż sam obraz także przemawia, zajmujemy się jednak tutaj jego słownym opisem. Załóżmy dalej, że zdjęcie jest "neutralne - ni miękkie, ni twarde. A cóż mi szkodzi to samo zdjęcie zatytułować "suka", "wstrętna niedajka", "cnota nade wszystko", czy powiedzmy "zdraaaaadaaaa"? Takim tytułem także sugeruję swoje wrażenia i intencje, rad, gdy widz podobnie reaguje.
Kiedyś, z 10 lat temu, w początkach Onephoto, wywnętrzałem się nad tytułem. Bełkotałem coś o tym, że dobry tytuł to połowa zdjęcia (w sensie jego przekazu, oddziaływania). OK, może nie połowa, spora jednak część.
Tytuły krótkie czy długie, byle trafne, pomagają widzowi spojrzeć na obraz oczami autora. Uroczy bobas podpisany "bahor" (abstrahując od tego, iż to arabskie słowo oznacza "szczęście") od razu jawi się nam jako nocny budzik, zanieczyszczacz pampersów i w ogóle utrapienie, gdy tymczasem podpis pod tym samym zdjęciem typu "szczęście", "dar Boży" (abstrahując od tego, iż w tym samym arabskim "dar" znaczy tyle samo co "dom") sugeruje, iż autor mał na myśli coś wręcz przeciwpołożnego, niż w przykładzie wcześniejszym. To nastawia i widza - chcemy czy nie - oglądając obraz z podpisem, podpis ten dodajemy do niego, w naszym umyśle zaczynają się łączyć nierozerwalnie. Ot - siła sugestii
Najbardziej dziwi mnie podpisywanie aktów znaczkami xxx - dla mnie to jednoznaczna sugestia

Post był edytowany 2010-06-10 19:50:46



Jeśli Bóg jest wszechmogący to czy może stworzyć taki kamień, którego nie będzie mógł podnieść?
Awatar sej
sej

Każdy wyżej zamieszczony komentarz jest pouczający. Wybiega jednak
poza ramy które chciałem założyć. Komentarze bowiem dotykają zjawisk recepcji obrazu, czy dzieła w ogóle. Dotyczą obrazu który stał się sierotą ponieważ opuścił swojego twórcę i stał się publiczny. Twórcy zaś, pozostała rola ministra. Zależało mi na zrozumieniu relacji słowa i obrazu, dopóki są moje. Refleks społeczny jaki odniesie obraz to temat rzeka – temat odrębny.

Obraz bez słowa wspierającego, może liczyć wyłącznie na swoją autonomiczność. Takie obrazy fotograficzne istnieją na półkach historii sztuki.
Zastanawiam się, czy takie obrazy są dowodem geniuszu twórcy ?
Same w sobie są tekstem i literaturą i nie potrzebują ich narzędzi-słowa.

Co wynika z dywagacji w tym temacie dla amatora fotografii ?
Dla mnie może wyniknąć wskazówka o akceptacji wektora poszukiwań.
Lenistwo podpowiada: cykaj, a jak powstaną wątpliwości to coś napisz.
Dorób ideologię nawet. Uczciwość nie ma tu nic do rzeczy. Licz się jednak z tym, że wszystkich nie nabierzesz.
Ambicja podpowiada: szukaj obrazu który sam się sprzeda intelektualnie,
poprzez swoją fotograficzność.
Pycha podpowiada: używaj obu środków wyrazu - obrazu i słowa... będzie mocne.
Coś mi mówi, że w życiu fotografa amatora, starczy czasu tylko na jedną opcję.

Jacku, zgadzam się, że zmieniają się kanony i estetyka wspiera się już na innych fundamentach. Kody kulturowe też stają się wspólne dla wielu nacji.
Jedno się nie zmieniło i chyba nie zmieni: obraz jest sztuką tylko wtedy, gdy
jest oryginalny na tle historii sztuki i pierwotny wobec nowych poszukiwań.
Ale to nie nasz problem – nas amatorów. Hmm, jednak z wektora można korzystać.

Awatar lolo
lolo

A czy sam sobie - dla siebie, nie nazywasz swoich zdjęć? Zamiast myśleć "to z pleneru w Bieszczadach z tym złamanym krzyżem" nie myślisz " aaaa - to >>załamane

W mordę - gdzie reszta elaboratu?
Coś zjadło. Nic - dopiszę jak przestanie działać płyn zmiękczający...Przepraszam, ale nie powinienem pisać po pijaku

Post był edytowany 2010-06-10 20:13:18



Jeśli Bóg jest wszechmogący to czy może stworzyć taki kamień, którego nie będzie mógł podnieść?
Awatar implicite
implicite

lolo napisał:
W mordę - gdzie reszta elaboratu?
Coś zjadło. Nic - dopiszę jak przestanie działać płyn zmiękczający...Przepraszam, ale nie powinienem pisać po pijaku

Piszę wyłącznie po pijaku. Na trzeźwo nie mam nic do powiedzenia. Po pijaku, co prawda również nie, ale akurat wtedy się tym nie przejmuję. Natomiast, kiedy projektuję dłuższe Ela... Borat...yyyy na AT, zwykle robię to w którymś z edytorów tekstów, a potem dopiero wklejam. Bo i ja się kilka razy przekonałem o niewydojności serwera AT.



Wstęp do wątpienia
Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.