Awatar janus

Czas ekspozycji mokrej plyty wg poyty

janus 21

Lewis Carroll nie dosc, ze napisal pare bardzo dobrych stron proza i wierszem, to jeszcze interesowal sie - poza calkowicie niepelnoletnimi dziewczynkami - fotografia. A zatem: miedzy innymi fotografia.

W 1854 opublikowal on w "Photographic Journal" rymowany przepis na wlasciwy dobor ekspozycji, ktory - zgodnie z powszechna wowczas opinia - zalezal od kierunku wiatru. O czym juz obficie pisano.

Bezczelnosc wsparta nuda kazala mi podjac probke wlasnorecznego przetlumaczenia wierszyka Carrolla, nie dla jego wartosci fotograficznych, lecz raczej ze wzgledow ciekawostkowych. Zamieszczam go ponizej wraz z oryginalem. Pozdrawiam Wszystkich noworocznie!


Lewis Carroll "Poetus Photographicus" (1854)

Gdy wieje wiatr ze strony wschodniej,
Podwoić czas jest najdogodniej.
A kiedy z północnego Wschodu,
Nie nękasz damy bez powodu.
Gdy grady biją, gromią burze,
W pył fotografię zmienią nuże.
Zaś zefir lekki od Zachodu
W pięć sekund zbawi cię zachodu.
Południo-Zachód wiatrem drży:
Ukażą twarz sekundy trzy.



Link do oryginalu.

Odpowiedzi 21

Awatar rbit9n
rbit9n

a ja żem myślałem, że pjotę na wierszyk to tylko w Londynie się naświetlało. chociaż nie, przecież nie ma takiego miasta jak Londyn.

Awatar janus
janus

Jest Londek. Londek Zdroj.

Awatar rbit9n
rbit9n

no jest, ale czy tam mają pjoty?

a-ha, bom nie pochwalił. całkiem zgrabne tłumaczenie. bije ono na głowę swą liryką wiersz o żuczku, który szedł przez borek.

Post był edytowany 2010-01-02 16:15:59

Awatar janus
janus

Czeke, czeke... Wiersz o zuczku? Ale TEN wiersz o zuczku...? Dzieki!!!

Aha, bom nie zapytal: Ale co to som te pjoty? Pierwsze pjoty za ploty? Odpowiedz dane mi bedzie pewnie przeczytac dopiero, jak wroce z tyry. Czolem Piotrusiowi!

Awatar rbit9n
rbit9n

tak, TEN, w którym niósł toporek.

jak to co? nie słyszałeś nowej pjoty zespol APTEKA pod tytułem MENDA? (agressive).

Awatar implicite
implicite

Brawo! Niestety nie mam słuchu do poezji, a świadomość, że wybitny polski socjolog Zygmunt Bauman bez najmniejszej żenady przyznaje, że jeżeli chodzi o poezję, to mu "słoń na ucho nadepnął" nie zmniejsza mojego z kolei zażenowania, aczkolwiek dodaje otuchy. Myślę jednak, że potrafię rozpoznać dobrą poezję; nie każdą, ale jeżeli jakaś mnie zachwyci, to najprawdopodobniej ta dobra.

Przypominają mi się słowa jednego z polskich, nie pomnę którego, gitarzystów. Otóż kiedy zachwycił go jakiś riff gitarowy, brał instrument i próbował rozpracować riff, żeby poznać jego tajemnicę. Żadnej tajemnicy tam nie było, riff okazywał się "banalnie" prosty. Np. intro do Smoke on the water (i cóż z tego, że to nie gitara lecz organy Hammonda) lub Hey Joe.

Podobnie jest z poezją. Jest coś chorego w analizowaniu jej, to czyste uczucie. Liczy się to, co w nas wyzwala w momencie, kiedy z nią obcujemy, a nie kiedy zastanawiamy się, co oznacza. Kiedy rozważam poezję Emily Dickinon nie znajduję w niej niczego odkrywczego, lecz podczas lektury odnajduję w niej to, co we mnie najgłębszego. Podobnie działa na mnie Herbert, Brodski, Miłosz i kilku innych poetów ze sobą włącznie.

Janus, bardzo mi się podoba Twoje tłumaczenie. Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć wiersze metafizyków angielskich chcąc znaleźć w nich coś osobistego, czego nie przekaże mi tłumacz. Zawsze kończyło się to porażką. Poezja zamieniała mi się w prozę, która w żaden sposób nie powiększała mojej wiedzy. Innymi słowy, angielscy metafizycy, z Byronem włącznie, nie są w stanie przekazać mi niczego, czego bym już nie wiedział. Jednakowoż czytając tłumaczenie zawsze odnajduję tam coś nowego. Czytają oryginały skupiam się bowiem na treści, natomiast dobre tłumaczenie (np. Barańczak) pozwala mi rozkoszować się również i formą.



Wstęp do wątpienia
Awatar rbit9n
rbit9n

wiesz co? kiedy się dowiedziałem przez radio, że w trujkowym topie wszechczasów dwa pierwsze miejsca zajęło U2, postanowiłem zajechać do L******A, aby kupić zgrzewkę perły, żeby się schlać na smutno. normalnie żenada, żeby laur zdobył zespół który bynajmniej Ameryki nie nie odkrył, wstyd radiosłuchacze programu trzeciego. ale na pocieszenie obejrzelim kontrolerów z budapesztańskiego metra, o! w związku z czem dziś ślemy specjalne pozdrowienia dla Olgi. hokka hey!

Awatar implicite
implicite

Nie trzeba odkrywać Ameryki, wystarczy ją podbić. Przyznaję, że i ja do dzisiaj nie mogę się przekonać do zespołu udwa, aczkolwiek dzisiaj z większą dozą wyrozumiałości podchodzę do niego, niż jeszcze dziesięć lat temu, kiedy głos Bono po prostu mnie drażnił.

Wspominałem już, że słucham głównie muzyki klasycznej? Tam rzadko napotykam tak miłe mojemu usposobieniu rozczarowania.



Wstęp do wątpienia
Awatar rbit9n
rbit9n

he, he, rozczarowanie nie może być miłe, taka jego natura, i nie chodzi bynajmniej o semantykę.

dobranoc słodki książę.

Awatar implicite
implicite

Każde rozczarowanie, ze względu na jego potencjał poznawczy, jest mi miłe; a już w szczególności rozczarowanie w stosunku do człowieka.

Dobranoc.



Wstęp do wątpienia
Awatar janus
janus

Odpowiadam, bo nie doslyszalem:

1) "Menda" to plyta stara, chyba ze czas cofa sie, robiac nas w - coraz mlodszego - konia, konika, zrebaka...
2) Ciesze sie, Jacku, ze moja wersja wierszyka jest do przyjecia.
2.1) Ja lubie poczytac poezje, bo nastraja mnie poetycko. A lubie byc nastrojony poetycko od czasu do czasu.
2.2) Nie da sie byc znawca wszechrzeczy, wiec Baumanowi niech bedzie wybaczone.
2.3) "Smoke On The Water" to po rosyjsku "Dym nad wodoj", czego dowodzila pamietna okladka plyta wydana - a jakze - przez "Melodie".
2.4) Poezja to dla mnie zadne uczucie nie jest. Ani czyste, ani brudne. Jak poezja jedzie na uczuciach, to mi sie tego w ogole czytac nie chce. Poezja to musi byc redukcja ku sednu, a nie rozmiekczenie, przerzedzenie i rozwalkowanie w tyglu sentymentow. Dlatego trudno o dobra poezje. To jest jedna prawda. Druga prawda jest taka, ze "wszystko jest poezja, kazdy jest poeta". I ja tu nie widze zasadniczej sprzecznosci.
2.5) Baranczak to fantastyczny teoretyk, ale praktyk - juz nie zawsze.
2.6) Ja bym akurat Byrona do metafizykow angielskich nie wlaczal, bo niby jak?
3. Koncert U2 bywa w Dublinie wydarzeniem na skale zabojstwa arcyksiecia Ferdynanda. Wiara wali drzwiami i oknami, zas ja pograzam sie w cichej zadumie nad przewrotnoscia losu oraz psychologia tlumu (tudziez natura stada baranow). Daleki wiec jestem od zachwytow nad tym zespolem, nie moge jednak nie skorzystac z okazji, jaka jest poczatek roku, i nie wstawic linka do jednej z piosenek U2, ktore
bardzo lubie.

Wszystkim Spiacym zycze dobrej nocy. Ktos nie spi, zeby mogl Wam tego zyczyc.

Awatar implicite
implicite

janus napisał(a):
Poezja to musi byc redukcja ku sednu, a nie rozmiekczenie, przerzedzenie i rozwalkowanie w tyglu sentymentow. Dlatego trudno o dobra poezje.

Szczerze mówiąc nie wiem czym jest/być musi poezja. Wiem tylko, czego ja w niej szukam. Jeżeli już po nią sięgam. Intelektualnie jestem zdeprawowany do tego stopnia, że w poezji nie szukam ani wiedzy, ani sedna (tego akurat szukam w dziełach filozoficznych), lecz tego, co raczyłeś nazwać sentymentem. Wszelako nie jestem osobą sentymentalną, co być może tłumaczy moją niechęć do poezji.
janus napisał(a):
Ja bym akurat Byrona do metafizykow angielskich nie wlaczal, bo niby jak?

A to akurat bardzo proste. Wystarczy wcześniej wypić butelkę dobrego wina i zaczynają Ci się mieszać daty, epoki, etc. W sąsiednim wątku nazwałem symfonię utworem symfonicznym. Jakże odkrywczo!



Wstęp do wątpienia
Awatar janus
janus

1) No prosze, jak sie czlowiek skupi, to znajdzie czasem jakis powod, zeby nie pic. Ale z ta symfonia to chodzilo o to, ze ja imputowales Bachowi, zdaje sie. Nie wazne. Niewazne.

2) W tej sytuacji zamieszczam tematyczny wiersz Szymborskiej:


"Niektórzy lubią poezję”


Niektórzy –

Czyli nie wszyscy.

Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość.

Nie licząc szkół, gdzie się musi,

I samych poetów,

Będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.

Lubią –

Ale lubi się także rosół z makaronem,

Lubi się komplementy i kolor niebieski,

Lubi się stary szalik,

Lubi się stawiać na swoim,

Lubi się głaskać psa.

Poezję –

Tylko co to takiego poezja.

Niejedna chwiejna odpowiedź

Na to pytanie już padła.

A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego

Jak zbawiennej poręczy.





PS: Edytowalem, bo polknalem "u". Jak w piosence: "Uuu... Podoba mi sie tuuu...!"

Post był edytowany 2010-01-03 11:29:44

Awatar implicite
implicite

janus napisał(a):
Ale z ta symfonia to chodzilo o to, ze ja imputowales Bachowi, zdaje sie. Nie wazne. Niewazne.

???
Nie ważne. Nieważne.
Natomiast z Szymborską mam kłopot. Jest w tej pani coś, co mnie irytuje i zarazem pociąga, a czego nie potrafię nazwać. Jako, że dla mnie poza samym tekstem liczy się także autor, to Szymborską (rozumianą jako Szymborska i "Szymborska") postrzegam jako mieszaninę subtelności i naiwności, pretensjonalności i uroku, poruszającej wrażliwości i płytkiego manieryzmu. No i ten nieszczęsny, idiotyczny wiersz w hołdzie ofiarom 11 września, który nie miał prawa wydarzyć się poetce z klasą.

Delikatna zmiana przestrzeni poetyckiej:
Borges, zmagający się ze swoim ja literackim. Mający wątpliwości, czy zamiast w świecie empirycznym, nie powinien raczej szukać siebie na stronicach książek, którym dał swoją sygnaturę. „Ja żyję, jakoś sobie żyję, ażeby Borges mógł snuć swoją literaturę i ta literatura jest moim usprawiedliwieniem… Jestem skazany na zgubę, skazany definitywnie i tylko jakieś mgnienie ze mnie przetrwa w nim właśnie… Nie wiem, który z nas dwóch pisze tę stronicę”. Właśnie. Borges czy „Borges”? I który jest który? A może ten drugi to wróg? On czyli ja?
Tak czy inaczej, „człowiek, który żyje w tym samym ciele z wielkim geniuszem, ma z nim niewiele wspólnego” (Proust).



Wstęp do wątpienia
Awatar janus
janus

Dobry ten cytat z Prousta, nie znalem tego ("Przeczytamy dziela Prousta! Jak rozpusta, to rozpusta!" ).

Wiesz, ja akurat Szymborska lubie niezmiernie, ale rozumiem tez, ze sa ludzie czujni na jej maniere.

Borges i jego "ja" to raczej Borges i jego "ego". Bufon straszny i straszny geniusz, z czym Gombrowicz pewnie nie mogl sobie poradzic (vide: "Transatlantyk"). Nie moge go nie lubic i po latach zachwytu nie traktowac jako spontanicznego punktu odniesienia do wszelkiej literatury. Wlasnie jego umiejetnosc kondensacji jest dla mnie naczelna, a nie erudycja, ktora niestety czasami jest meczaca...

Ale zeby nie bylo, ze my tu sobie a muzom, wklejam ladne zdjecie Argentynczyka:




PS: Klinkier, zeby powiekszyc.

Post był edytowany 2010-01-03 13:13:10

Awatar implicite
implicite

Borges, nawet kiedy stracił wzrok, wciąż lubił podróżować. Zapytany (dosyć prostacko moim zdaniem), co mu dają podróże, skoro nic nie widzi odparł, że lubi poznawać różnice pomiędzy dźwiękami różnych miast.

Zamknąłem tedy oczy i porównałem Lublin i Warszawę. Usłyszałem i uwierzyłem.



Wstęp do wątpienia
Awatar janus
janus

Trzy lata temu we Wroclawiu obejrzalem (?) bardzo ciekawa wystawa fotograficzna. Dotyczyla tego, jak ludzie niewidomi radza sobie w miescie. Obok kazdego zdjecia umieszczono sluchawki, tak zeby mape miejsc wyznaczaly nie tylko obrazy, ale i dzwieki, ktore mozna w tych miejscach uslyszec na codzien. Jesli sie zamknie oczy.

Borges jest w ogole bardzo malarski, nawet na swoj zdyscyplinowany sposob (moze z powodu wplywu siostry - malarki). Kiedys napisal o swojej pogardzie dla tego, co nazywamy "kolorytem lokalnym". Uwazal, ze tresci, bedacej przykrywka dla formy, nie mozna usprawiedliwic. Jednak mi sie wydaje, ze mowiac to, troche bluffowal, bo koloryt bije z niego jak cebula z trzewi. Dlatego nie jest moim ulubionym pisarzem.

Awatar implicite
implicite

"Sedno nie wymaga formy" - powiada Cioran i nawet jeżeli ma rację, to jest to jego racja, w żaden sposób nie pokrywająca się z moim temperamentem pisarskim. Ileż to razy zdarzało mi się zasiąść do pisania jedynie po to, by zestawić ze sobą słowa, które mi gdzieś zgrzytały w głowie i domagały odpowiedniego ich zestawienia. Treść? To sprawa wtórna, przypadkowa nieledwie.

Faktycznie, dyscyplina pisarska Borgesa, zważywszy jego południowe pochodzenie, jest zastanawiająca. Erudycja i językowy reżim bliższe są literaturze francuskiej, której gramatykę wymieniony wyżej Cioran porównał do krzyżówki kajdanek i kaftana bezpieczeństwa.

Dobrze napisany banał zdarza mi się cenić wyżej, niż choćby objawienie, owszem, wyrażone fatalnym stylem.



Wstęp do wątpienia
Awatar janus
janus

Bardzo duzo nowych watkow poruszyles.

1) Nie wiem, jak Cioran, ale ja w zyciu nie widzialem tresci bez formy. Cioranowi-demagogowi zreszta nie daje sie juz nabierac na plewy czasow mlodosci. No bo jak zaufac komus, kto caly czas gdera o tym, ze zycie jest do luftu, a potem sam zyje sto lat?
2) Myslisz, ze slowa, ktore kolacza sie po glowie, to sprawa przypadku?
3) Nieslusznie (nie slusznie) wrzucamy Argentynczykow do latynoskiego kotla. Ich poludniowosc jest poniekad pozorna, a Buenos Aires mialo swego czasu wiecej z Paryza niz pare innych, zacnych europejskich miast. Zreszta sam Borges wychowywal sie w Szwajcarii, a dopiero potem powrocil na ojczyzny lono.
4) Gramatyka francuska to jest bulka z maslem w porownaniu do francuskiej ortografii i wymowy. Swego czasu potwornie nie lubilem tego jezyka, wiec podjalem decyzje, ze gdy sie go naucze, to mi przejdzie. Przeszla mi tymczasem... chec do nauki. Francuski lubie tylko, kiedy mowia nim murzyni.
5) Jezyk nie wybiera pomiedzy prawda a fikcja, mozna z nim zrobic cokolwiek sie zechce. W te pulapke wpada niemal kazdy i niemal kazdy ja zastawia. Niestety: przyslowia madroscia glupich.

Emotikon niewerbalny:

Awatar implicite
implicite

janus napisał:
1) Nie wiem, jak Cioran, ale ja w zyciu nie widzialem tresci bez formy.

Ja też, ale to żaden argument. Formy bez treści też nie widziałem, choć niekiedy - na przykład przy słuchaniu Bacha - wydaje mi się, że usłyszałem. Zresztą, Cioranowi nie chodziło o to, że sedno nie wymaga w ogóle formy, ale że - nie wymaga dobrej.
janus napisał:
2) Myslisz, ze slowa, ktore kolacza sie po glowie, to sprawa przypadku?
Niektóre zapewne tak, choć fatalista, który we mnie drzemie jest przekonany, że są formą wyższego porządku.
janus napisał:
3) Nieslusznie (nie slusznie) wrzucamy Argentynczykow do latynoskiego kotla. Ich poludniowosc jest poniekad pozorna, a Buenos Aires mialo swego czasu wiecej z Paryza niz pare innych, zacnych europejskich miast. Zreszta sam Borges wychowywal sie w Szwajcarii, a dopiero potem powrocil na ojczyzny lono.

Jak najbardziej słusznie, Borges o niczym tu nie przesądza, ponieważ pisał nie jako południowiec, ale jako - przepraszam za ekwiwokację - jako Borges. Dość przypomnieć argentyńskie tango, którego rzewność jest iście południowa i nie ma nic z perfekcyjnej elegancji tańców Europy Zachodniej.
janus napisał:
5) Jezyk nie wybiera pomiedzy prawda a fikcja, mozna z nim zrobic cokolwiek sie zechce. W te pulapke wpada niemal kazdy i niemal kazdy ja zastawia. Niestety: przyslowia madroscia glupich.

Z tego punktu zrozumiałem tylko zacytowane przez Ciebie przysłowie, z którym oczywiście się nie zgadzam.



Wstęp do wątpienia
Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.