Odpowiedzi 9

Awatar taxus
taxus

Witam! To bardzo dobrze, że wypatrzyłeś ten artykuł.Podzwonne dla photoshopki jest jednak przedwczesne.W rzeźbie, malarstwie i fotografii od zawsze istniała tendencja do poprawiania rzeczywistości, chociaż ostatnio przekroczono granice absurdu.Kaprys osób o nawet głośnych nazwiskach, które nie życzą sobie retuszowanych zdjęć mało w tej mierze zmieni.Większa bowiem będzie liczba zleceniodawców życzących sobie "lepszego" zdjęcia.Jest pewne, że mało który fotograf oprze się takiemu żądaniu.Po stronie fotografujących istnieje nadto pokusa uczynienia swojego zdjęcia "lepszym", niż w rzeczywistości.Myślę, że jednak wytworzy się grupa zleceniodawców i kolekcjonerów fotografii wyraźnie żądających zdjęć bez jakiegokolwiek retuszu i wykonanych tradycyjnym /analogowym/ sprzętem i tradycyjnymi metodami.Moim zdaniem tylko w ten sposób można poznać kunszt fotografa i wartość zdjęcia.Obok siebie będzie istnieć jednak masówka wykonana aparatami cyfrowymi, obrobiona photoshopką i fotografia wolna od tych udoskonaleń.Będzie tak jak z książką wydrukowaną na papierze maszynowym i książką wydrukowaną na rasowym papierze czerpanym "hand made".Wrażenia estetyczne są wyraźne, różnica w cenie również.Pozdrawiam.

Awatar bolas
bolas

Ja na co dzień trudnię się właśnie od lat fotoszopowaniem i jego mutacjami. Fotografia analogowa zafascynowała mnie po prostu swoją duszą. Zabawy w fotoszopie i tego typu rzeczach to po prostu obróbka. Nie ma to nic wspólnego moim zdaniem z fotografią, to raczej po prostu fotografika. Dobre zdjęcie w photoshopie może zrobić każdy praktycznie nawet z najgorszego materiału źródłowego. Natomiast zrobić dobre zdjęcie byle jakim aparatem analogowym - to jest dopiero wyzwanie. Cały urok fotografii ginie, gdy decydujemy się wkroczyć w zdjęcie z pędzlami, stemplami, suwakami itp ...

Nie wiem czy słyszeliście co

Henry Rollins mówił o muzyce rave, macintoshach itp w porównaniu do tradycyjnej muzyki rockowej. Dla mnie dokładnie to samo jest gdy porównujemy tradycyjne fotografowanie z Photoshopwaniem itp ...

Moim zdaniem w przyszłosci to się rozbije na 2 odrębne gałęzie, które przestaną się wreszcie wzajemnie ścigać, przepychać i porównywać. Cyfrowy świat odłączy się od analogowego, a analogowy pozostanie domeną miłośników, pasjonatów ... ot taka forma fanaberii.

Post był edytowany 2009-07-30 14:03:31



Łódź okiem przechodnia
Awatar janus
janus

No tak. Osobiscie dalszy rozwoj wypadkow widze w ten sposob, ze finalnie nie bedzie sie robic aparatem cyfrowym w ogole zadnych zdjec, tylko wydobywac z jego giga-rezerwuaru gotowe obrazki, niczym kroliki z kapelusza. Tylko prosze nie mowic, ze nie mowilem.

Awatar graf
graf

janus - żebyś się nie zdziwił. Są już projekty matryc z mikrosoczewkami które powodują że CAŁY obraz jest względnie ostry, niezależnie od odległości. Więc robisz zdjęcie, a głębię ostrości, plan itp ustawiasz sobie na komputerze

W fotografii sytuacja będzie wkrótce podobna jak w muzyce - mp3 ma każdy i każdy może sobie z mp3'jek didżejować. Ale naprawdę doceniam dopiero didżeja który gra z winyli, bo to świadczy o tym że poświęcił więcej czasu i starań na przygotowanie się do pracy.

Awatar janus
janus

No przeciez ja wcale nie zartowalem. Bedzie tylko wybor paru preferencji, po czym gotowe zdjecie wyskoczy z bazy danych. Voila!

A ja naprawde doceniam, jak ktos umie zagrac na wiolonczeli, trabce albo gitarze. Reszta to polsrodki i kompromisy postmoderny.

Awatar bolas
bolas

I o tym właśnie wspominał Rollins mówiąc od DJ Fuckheadzie, który robił za odtwarzacz zwykłego odtwarzacza muzyki

Analogia jest spora - mając komputer można "komponować" wszelkie rodzaje muzyki, nie mając o niej zielonego pojęcia - efekt przypadkowej osobie może wyjść rewelacyjny, a sam "kawałek" może zostać megahitem. Można nie mieć pojęcia o nutach, a za pomocą jedynie klawiszy i myszki zrobić wszystko. Z drugiej strony dla porónania można wziąć w łapy trabkę, saksofon, czy np. wiolonczelę lub zasiąść do fortepianu - i spróbować naprawdę coś stworzyć. Tworzenie i komponowanie w tych dwóch światach to zupełnie inne pojęcia. Wydaje mi się że b. podobnie jest gdy mówimy o klasycznej fotografii z poziomem zaawansowania techniczego z początków XX wieku w porównaniu do współczesnej fotografii cyfrowej z wszelkimi jej gadżetami już na poziomie aparatu i dalszym procesem obróbki na kompie. Dwa inne światy, to zupełnie co innego. Podobna jest nadal tylko nazwa, bowiem nowe określenie tych odmiennych zjawisk póki co jeszcze chyba nie wyewoluowało



Łódź okiem przechodnia
Awatar renes
renes

Ponad rok temu kupiem z 1927 roku małego miechowca z matówką ICA Maximar 6x9 z obiektywem Tessar 105mm. Leżał na półce, a w użyciu głównie był 5D. Niedawno jednak załadowałem do kasety RADA na film 120 czarno-białego Ilforda, drugi w kieszeń, światłomierz do ręki a pod pachę statyw i zacząłem bawić się Maximarem. Powiem krótko, fotografuję od ponad 20 lat, miałem wiele lustrzanek analogowych w tym ulubiony FM2 i x90/, ze średnich Bronikę SQ i Mamiyę C330, lecz dopiero to małe cudo wyzwoliło we mnie niesłychaną radość fotografownia. Wrażenie było tak silne, że postanowiłem nabyć Voigtlandera Bergheila 6x9 z tego samego okresu, który posiada specjalne mocowanie "bagnetowe" dając możliwość stosowania także innych obiektywów. Tenże (i każy inny) "powrót do tradycyjnego podejścia" potrafi zmienić nie tylko nasze myślenie o fotografii, ale także odcisnąć swoje piętno (w pozytywnym znaczeniu) na uprawianej przez nas fotografi.

Zaloguj się, aby odpowiedzieć w wątku.